Biznes Ludzie Pieniądze

Nie zabiegam o popularność

Przemysław Jedlecki
23.11.2009 , aktualizacja: 23.11.2009 21:34
A A A Drukuj
Karierę zawodową zaczynał jako nauczyciel WF, dziś kieruje jedną z największych firm farmaceutycznych w Polsce wartą ponad miliard złotych i zatrudniającą prawie cztery tysiące osób
Andrzej Olszewski kontroluje z żoną katowicką spółkę Farmacol. Z majątkiem wartym 365 mln zł zajmuje 62. miejsce na liście najbogatszych Polaków
Grzegorz Celejewski/Agencja Gazeta
Andrzej Olszewski kontroluje z żoną katowicką spółkę Farmacol. Z majątkiem wartym 365 mln zł zajmuje 62. miejsce na liście najbogatszych Polaków
Zanim został biznesmenem, Andrzej Olszewski był sportowcem, pracownikiem zjednoczenia węglowego i dyrektorem ds. pracowniczych w kopalni. Po ukończeniu katowickiego AWF grał jako obrońca w barwach chrzanowskiego Fabloku, później został trenerem młodzieżowego klubu w Jaworznie.

Zawsze chciał mieć własny biznes, ale na założenie firmy zdecydował się dopiero wtedy, gdy PRL właśnie upadł. Dlaczego zdecydował się na farmację? Bo Zyta Olszewska, jego żona, jest z wykształcenia farmaceutką. - To zdecydowało o wyborze branży. W 1990 r. otworzyliśmy w Tychach aptekę, w tym samym czasie kupiliśmy też jedną w Jaworznie. Wtedy razem z licencją na prowadzenie aptek dawano licencję na hurtownie farmaceutyczne - opowiada 59-letni Olszewski. - Pamiętam pierwsze wyjazdy po leki. Wyruszaliśmy wczesnym rankiem do Polfy do Jeleniej Góry samochodem z przyczepką, a potem szybko wracaliśmy do Tychów - mówi. - Towar szybko się rozchodził, inne apteki płaciły za leki gotówką. To bardzo ułatwiało start bez większego kapitału.

Ale nie zawsze było różowo. - Czasem komputer coś źle policzył i sprzedawaliśmy lek taniej, niż kupiliśmy. Gdy firma powstaje bez kapitału, to każdy tysiąc złotych się liczy - mówi. Lata 90. to ciężka harówka. - W dalszym ciągu chroniczny brak kapitału, trudności z własną bazą magazynową i transportową oraz duża konkurencja na rynku. Dlatego też w 1997 r. zbudowaliśmy centrum logistyczne w Katowicach. Był to wtedy pierwszy w Polsce nowoczesny obiekt hurtowni farmaceutycznej, który wkrótce został zautomatyzowany. Działa do dziś, nie różni się od tego typu magazynów w krajach Europy Zachodniej - dodaje Olszewski.

Przełom w rozwoju firmy nastąpił dziesięć lat temu, gdy Farmacol wszedł na giełdę. - To było konieczne, żebyśmy mogli rozwijać się i przejmować państwowe cefarmy. Panowała niepisana zasada, że wiarygodnym inwestorem dla skarbu państwa czy wojewody jest tylko spółka giełdowa. Wejście na giełdę dało też nam kapitał na przejmowanie konkurencyjnych firm - mówi Olszewski. Farmacol do tej pory przejął pięć cefarmów, ostatnio ten z Białegostoku. Dziś Farmacol to grupa kapitałowa, która działa w skali ogólnopolskiej, na bazie dziewięciu lokalizacji, zatrudnia w całej Polsce ok. 4 tys. pracowników, a jej przychody w tym roku przekroczą 5 mld.

Olszewski i jego bliscy wciąż mają kontrolny pakiet udziałów w Farmacolu, przez co duża giełdowa spółka zachowała do dziś typowo rodzinny charakter. - To ma duże znaczenie przy podejmowaniu decyzji. W tym układzie nie ma problemu z uzyskaniem zgody akcjonariuszy i rady nadzorczej - mówi. Przyznaje, że gdy już wróci z żoną do domu, stara się nie rozmawiać o firmie, ale tak naprawdę to jest niemożliwe.

Paradoksalnie Olszewski nie zdecydował się, by zostać prezesem spółki, choć faktycznie to on nią każdego dnia kieruje i spędza w niej całe dnie.

- Prezesowanie nie pasuje do mojego charakteru. Prowadzimy firmę handlową, a ja nie mam predyspozycji do bezpośredniego kontaktu z klientem. To sprawa charakteru. Działam racjonalnie, konkretnie, a w handlu trzeba być elastycznym - wyjaśnia.

Największy sukces? Skromnie mówi, że to nic spektakularnego. - Firma ma mocne fundamenty. Stać nas na konsolidację rynku i kolejne przejęcia. Niektórzy akcjonariusze mieli do mnie trochę pretensji, że nie wypłacamy dywidend, ale dzięki temu nie przejedliśmy zysków. A potrzeby inwestycyjne zawsze były duże. Dlatego też jesteśmy jedyną hurtownią farmaceutyczną, która działa wyłącznie we własnych magazynach. W przyszłym roku wszystkie będą w pełni zautomatyzowane - zapowiada Olszewski. Wyjaśnia, że sukces osiągnął z trzech powodów: dbania o klientów, inwestowania zysków w firmę i odpowiedniego traktowania pracowników. - Rynkowa pensja to jedno, ale ludzie powinni dostać jeszcze coś więcej. Mamy własną przychodnię, wybudowaliśmy elegancki hotel w Ustroniu, gdzie za symboliczne pieniądze mogą spędzać urlopy, mamy wspólne wyjazdy i imprezy integracyjne. To poprawia komfort pracy - przekonuje. 

Sam Olszewski nie przepada za wydawaniem swoich pieniędzy z rozmachem. - Kiedyś gdy byłem młody, moim marzeniem było jadanie w restauracjach i nocowanie w dobrych hotelach. Dziś staram się unikać takich miejsc. Do restauracji na obiad idę, kiedy muszę - mówi. - Wartość naszej firmy jest taka, że kilka pokoleń nie byłoby w stanie tego skonsumować. Ale nie patrzę na to w ten sposób. Koncentruję się na walce z konkurencją. Chcę doprowadzić grupę do takiego stanu, że osiągnie granice rozwoju. A ten moment u nas jeszcze nie nastąpił - dodaje Olszewski. Jego celem jest osiągnięcie ok. 40 proc. udziału w rynku, a to oznacza roczne obroty na poziomie sporo ponad 10 mld zł. - W przyszłym roku nasza sprzedaż może przekroczyć 6 mld zł. Farmacol jest więc dopiero w połowie drogi - mówi.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos