100 bln jenów obejmie rollover już wypuszczonych obligacji, a 44 bln jenów będzie potrzebne na zaspokojenie nowych dodatkowych potrzeb
budżetu, zwłaszcza związanych z programem stymulowania gospodarki w obliczu malejących wpływów fiskusa związanych z upadaniem firm.
Mało kto wierzy, że dług pozostanie na planowanym poziomie. Jest dość prawdopodobne, że ostatecznie emisja długu w przyszłym roku przekroczy rekordowy poziom z 2005 roku, gdy sięgnęła 165 bln jenów.
Wskaźnik zadłużenia sektora publicznego w Japonii do
PKB wynosi 170 proc. i dlatego niektórzy ekonomiści uważają ją za najbardziej obarczoną ryzykiem z wielkich gospodarek światowych. Nowe emisje mogą podnieść ten współczynnik do 200 proc.
Jak
podaje TO . Są dwie szkoły wśród analityków japońskiego zadłużenia. Jedni, należący do zwolenników apokaliptycznej teorii, podkreślają, że w Japonii rodzi się coraz mniej
dzieci, społeczeństwo się starzeje, firmy stają się coraz mniej konkurencyjne wobec innych azjatyckich firm i kraj nie będzie już nigdy w stanie wydobyć się spod nawału długu. Zwrot z inwestycji w japońskie obligacje wzrośnie tak bardzo, że rząd sobie z tym nie poradzi i będzie musiał ogłosić niewypłacalność.
Inni uważają, że ta panika jest niepotrzebna, bo sytuacja jest wprawdzie poważna, ale pod kontrolą. Ich koronnym argumentem jest to, że 96 proc. japońskiego długu znajduje się w rękach samych Japończyków. A ci choć oszczędzają nieco mniej niż dawniej, to i tak mają największe oszczędności na świecie.