- Tu nie chodzi o ceny nowych filmów czy książek. Obniżanie cen to walka o przywiązanie klienta do danej sieci - komentuje Fiona Das z GSI Commerce. Wojna cenowa w internecie między Wal-Martem i Amazonem rozpoczęła się miesiąc temu, kiedy Amerykanie powoli zaczęli się zastanawiać nad świątecznymi zakupami. Cel rywalizacji jest jeden - kto zaoferuje klientowi najtańszą cenę za dany produkt, a pola bitwy są przeróżne: od konsoli do gier i telefonów komórkowych, przez zabawki, po sprzęt AGD.
Walka toczy się głównie o przyszłość, ale ważny jest także obecny sezon świąteczny, w którym według wyliczeń National Retail Federation Amerykanie zostawią w sklepach 437,6 mld dol.
Czemu walka toczy się głównie w internecie? Bo e-zakupy stają się coraz bardziej popularne i choć w
USA tylko 4 proc. zakupów dokonywanych jest za pomocą internetu, to handel w sieci nie ucierpiał w kryzysie tak mocno jak tradycyjne sklepy.
Obie firmy działają oczywiście w zupełnie innych sektorach handlu. Wal-Mart, który ma w USA ponad 4 tys. sklepów, jest niekwestionowanym liderem w sprzedaży tradycyjnej, Amazon zaś to czołowy przedstawiciel e-handlu. Obie firmy chcą jednak zwiększyć swoje udziały na poletku konkurencji. Stąd zmasowana ofensywa cenowa Wal-Martu w internecie i zmiany wprowadzone przez Amazona, który oferuje m.in. odbiór zamówionego w sieci produktu tego samego dnia w siedmiu największych amerykańskich miastach.
- Już wkrótce sprzedaż przez internet może stanowić 15 proc. wszystkich transakcji handlowych. Trudno się więc dziwić, że Wal-Mart zmienia swoją taktykę - komentuje Scot Wigo z ChannelAdvisor, firmy zajmującej się analizą działalności sklepów online.
Amazon nie wygląda jednak na zmartwionego konkurencją. - Dorastaliśmy w warunkach ogromnej konkurencji, w której klient może sprawdzić ceny u nas i u konkurencji jednym kliknięciem myszką. I jak najbardziej nam to odpowiada - komentuje Craig Bergman, rzecznik Amazona.
Więcej w New York Times