Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd inaczej zdefiniuje dług publiczny. Na papierze będzie mniejszy

Agata Nowakowska
24.11.2009 , aktualizacja: 24.11.2009 21:13
A A A Drukuj
Rząd chce inaczej liczyć zadłużenie Polski, tak by na papierze wyglądało szczuplej. Jak modelka po obróbce w Photoshopie.


- To my w polskim ustawodawstwie definiujemy to, co jest długiem publicznym. Może dziesięć lat temu zapomniano, żeby z myślą o tym, jak ten dług publiczny może być generowany przez fundusze emerytalne, przez przekazywanie pieniędzy do OFE, żeby to inaczej zdefiniować i inaczej kwalifikować środki do długu publicznego - powiedział kilka dni temu w TVN 24 minister w kancelarii premiera Michał Boni.

Rząd Donalda Tuska ma twardy orzech do zgryzienia. Wisi nad nami groźba, że dług przekroczy 55 proc. PKB. I to już w przyszłym roku. Wtedy rząd musi na 2012 r. przygotować budżet, który uderzy Polaków po kieszeni. Ustawa o finansach publicznych nakazuje zamrozić w takiej sytuacji pensje budżetówki, emeryci dostaliby niższe podwyżki niż zwykle (waloryzowane tylko o inflację). A i tak pewnie nie obeszłoby się bez podniesienia podatków.

Rządząca koalicja mogłaby zmienić tę ustawę - przecież Bruksela, a także Polska konstytucja, reagują dopiero wtedy, gdy dług sięga 60 proc. PKB. Majstrowanie przy progu mogłoby jednak skończyć się nawet ucieczką inwestorów albo płaceniem im wyższej premii, by kupowali nasze obligacje. To dlatego minister finansów Jacek Rostowski mówi wprost: "Nie jestem entuzjastą takiej propozycji".

Coś jednak rząd zrobić musi. I wygląda na to, że w planach jest sposób najprostszy, czyli zmiana liczenia naszego długu. Co jest, a co nie jest długiem, określa ta sama ustawa o finansach publicznych. Teraz 22 mld zł, które państwo przekazuje do FUS, by zrekompensować przekazywaną do OFE część naszej składki emerytalnej, liczy się nam do deficytu całego sektora finansów publicznych i długu państwa.

Były premier Jan Krzysztof Bielecki w wywiadzie dla "Gazety" podliczył: "Według stanu na koniec 2009 roku aż 13 proc. z ponad 50 proc. naszego zadłużenia będzie kosztem wcześniejszego przeprowadzenia reformy emerytalnej".

Problem narastania długu z powodu rozliczeń z OFE próbuje rozwiązać minister Rostowski, zgłaszając pomysł do spółki z minister pracy Jolantą Fedak - OFE miałyby dostawać tylko 3 proc. składki zamiast obecnych ponad 7 proc. Dzięki temu państwo mogłoby emitować mniej obligacji i w przyszłym roku dług nie powiększyłby się o 13 mld zł. Jednak pomysł dwójki ministrów nie spodobał się ministrowi Boniemu, wielu ekonomistom i samym OFE.

Zmiana sposobu liczenia długu wydaje się prostsza. - Można by przyjąć, że te pieniądze, które są wpłacane do OFE, konkretnie ta ich część, która jest potem inwestowana w papiery skarbowe, są wynettowane, czyli odjęte od długu. Na przykład Brazylia liczy swój dług publiczny według tzw. metody netto - podpowiada z rozmowie z serwisem Wyborcza.biz prezes Skarbca i b. członek RPP Bogusław Grabowski. Przy okazji nie kryje irytacji na rząd, który nie reformuje, lecz jedynie kombinuje, jak podretuszować dług, by lepiej się prezentował.

Jak w praktyce wyglądałoby wynettowanie? Załóżmy, że rząd emituje obligacje na 22 mld zł. Dziś w całości powiększa to dług, choć OFE kupują potem owe obligacje za 13 mld zł, czyli "oddają" państwu te 13 mld zł. Przy wynettowaniu długu uwzględniono by te wzajemne rozliczenia i dług zwiększyłby się z tego tytułu tylko o 9 mld zł.

Zabieg odchudzania pomógłby rządowi uniknąć przygotowania restrykcyjnego dla obywateli budżetu, ale nie mógłby zmylić Brukseli. Eurostat stosuje jednolitą dla wszystkich krajów członkowskich metodę rachunkową ESA. Transfery do OFE są według niej częścią naszego długu i choć z Warszawy jeździły pielgrzymki ministrów finansów, to nie przekonali oni Brukseli, by nie karała nas za wprowadzenie nowoczesnego systemu emerytalnego.

GUS nadal będzie więc wysyłał do Brukseli dług liczony po staremu. Jeśli nawet zbliżymy się do progu 60 proc. PKB, to nie grożą nam sankcje, "jedynie" oddali nas to od przyjęcia euro. Za to na krajowym podwórku po wynettowaniu długu rząd nie będzie musiał robić budżetu, za który mógłby mocno podpaść wyborcom.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów