Biznes Ludzie Pieniądze

Murdoch ma pierwszych sojuszników w wojnie z Google

Vadim Makarenko
24.11.2009 , aktualizacja: 24.11.2009 21:16
A A A Drukuj
Poza koncernem medialnym News Corp. wycofanie części swoich materiałów z wyszukiwarki Google rozważają wydawcy dzienników "Denver Post" oraz "Dallas Morning News". To pierwsi - choć mali - sojusznicy giganta.
Rupert Murdoch
Fot. KEVIN LAMARQUE REUTERS
Rupert Murdoch


O tym, że wydawcy dwóch lokalnych gazet są gotowi wycofać swoje materiały z Google'a, poinformowała we wtorek agencja Bloomberg. Dean Singleton, prezes spółki MediaNews Group, do której należy grupa 56 gazet lokalnych w 12 stanach (w tym "Denver Post"), poinformował, że od przyszłego roku czytelnicy jego tytułów w Pensylwanii i Kalifornii będą musieli płacić za dostęp do treści w sieci. Wraz z wprowadzeniem tych płatności wydawca ma wycofać swoje artykuły z serwisu Google News, który gromadzi linki do witryn gazet, stacji radiowych i telewizyjnych. Nie oznacza to jednak, że za pośrednictwem największej wyszukiwarki na świecie nie można będzie znaleźć żadnego tekstu z "Denver Post". - Google nie będzie mógł przeszukiwać jedynie tego, co zostanie zakodowane. Te rzeczy, których nie będziemy kodować, prawdopodobnie nadal będą dostępne w wyszukiwarce, bo potrzebujemy ruchu - powiedział Singleton w wywiadzie dla agencji Bloomberg. James Moroney, wiceprezes firmy A.H. Belo wydającej "Dallas Morning News", zamierza zrobić to samo.

Nikt nie wchodzi do naszych sklepów

To pierwsi sojusznicy Ruperta Murdocha, szefa i właściciela koncernu medialnego News Corp., który od miesięcy zapowiada wprowadzenie płatności za dostęp do swoich gazet w internecie. Jako pierwsi plany magnata poznali analitycy i inwestorzy. Następnie właściciel takich dzienników jak brytyjski "The Times" czy amerykański "The Wall Street Journal" wypowiadał się na ten temat na branżowych konferencjach, gdzie słuchali go menedżerowie innych spółek medialnych oraz dziennikarze.

Jednak w ciągu ostatnich kilku tygodni krucjata Ruperta Murdocha przybrała na sile i magnat zaczął coraz częściej udzielać wywiadów. To, że może wycofać artykuły swoich gazet z Google'a, zapowiedział nie tylko we własnych kanałach, jak np. amerykański Fox Business Channel czy brytyjski Sky News, ale również w innych mediach, jak np. NPR (publiczne radio w USA). Sekundował mu James Harding, naczelny dziennika "The Times". Podczas konferencji brytyjskiego Stowarzyszenia Redaktorów w ubiegłym tygodniu zapowiedział, że kierowana przez niego gazeta wprowadzi opłaty za dostęp w internecie od wiosny 2010 r. - Stworzyliśmy kulturę darmochy. W ciągu ostatnich kilku lat mówiliśmy o tym z dumą i sądziliśmy, że utrzymamy się z reklamy. Jednak internetowi czytelnicy są niczym klienci luksusowych sklepów, którzy poprzestają na oglądaniu wystaw, ale do środka już nie wchodzą - tłumaczył.

Interwencje słowne

"Jak oni zamierzają poradzić sobie bez Google'a?" - zachodzą w głowę analitycy i publicyści. "To nie jest przyszłość internetu. To nie jest przyszłość firm medialnych. To nie jest nawet przyszłość News Corp." - wieści branżowy tygodnik "Advertising Age". Z kolei brytyjski serwis The Register tłumaczy zachowania magnata jako interwencje słowne, których często dokonują szefowie banków centralnych albo rządów. "To, co zrobił Murdoch, to powiedzenie czegoś, czego się nie mówi. On zaproponował innym plan powstrzymania Google'a. Nie może tego zrobić sam, dlatego prawdziwym audytorium wszystkich jego wystąpień są szefowie firm rozrywkowych i medialnych, którym brakuje odwagi, żeby pomyśleć o takiej herezji" - napisał Andrew Orlowski w "The Register".

Jednak magnat nie poprzestał na interwencjach słownych i rozpoczął rozmowy z innym gigantem - Microsoftem - o czym poinformował poniedziałkowy "Financial Times". Według źródeł tej gazety koncern z Redmond miałby pomóc w usunięciu treści należących do News Corp. z baz Google. Pojawiłyby się one natomiast - oczywiście odpłatnie - w wyszukiwarce Bing należącej do Microsoftu. Z podobną propozycją Microsoft zwracał się też do innych dużych wydawców amerykańskich.

Choć rozmowy te są na wstępnym etapie, a ich wynik jest bardzo niepewny, działaniom magnata przyklasnęły nawet opiniotwórcze europejskie gazety, które chętnie krytykują jako "grabarza prawdziwego dziennikarstwa". Philippe Jannet, szef działu interaktywnego francuskiego dziennika "Le Monde", nazwał ruch News Corp. "podstępnym". - Murdoch gra na rywalizacji między Bingiem i Google'em. To, co on robi, jest wybitne, bo to rozwiązanie rynkowe. Francuskie media instynktownie wolą prosić o pomoc rząd - mówi Jannet.

Regularny czytelnik jest cenniejszy

Deklaracje wydawców lokalnych gazet w USA są o tyle istotne, że do wczoraj nikt publicznie nie ogłosił, że pójdzie w ślady Murdocha. A napięcie w stosunkach między wydawcami prasy i Google'em nieustannie rośnie. Josh Cohen, szef informacyjnego pionu Google'a, powiedział agencji Bloomberg, że do tej pory z Google News swoje treści wycofało mniej niż 1 proc. wydawców, co daje mniej niż 100 firm. - Dlatego że coś mają z tej współpracy - wyjaśnia Cohen. To coś w żargonie medialnym nazywa się ruchem. Takie serwisy jak Google News kierują do witryn wydawców czytelników, a czytelnicy z kolei pozwalają zwiększyć wydawcom przychody z reklam zamieszczanych na witrynach gazet.

- Większość tego ruchu nie przynosi żadnych pieniędzy - twierdzi James Moroney, wiceprezes firmy A.H. Belo wydającej "Dallas Morning News". - To jakby ktoś wpadł na krótko do miasta, kupił jeden egzemplarz twojej gazety, a potem wyjechał. A ty tracisz masę czasu na to, żeby zbudować swój biznes na takich ludziach jak on - tłumaczy Moroney agencji Bloomberg. Jego zdaniem wielu wydawców skupia się obecnie na przyciąganiu naprawdę zaangażowanych czytelników, którzy regularnie wchodzą na stronę internetową i za każdym razem spędzają na niej wiele minut.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów