Akcje B przypadły w
Google'u w udziale ścisłemu kierownictwu i założycielom firmy i dają dziesięć razy większą siłę głosu niż zwykłe akcje A. Chodziło o zachowanie kontroli nad firmą po wejściu na giełdę.
Według "Financial Times" wygląda na to, że Mark Zuckerberg, 25-letni szef Facebooka, przygotowuje założoną przed pięcioma laty firmę do publicznej emisji akcji. Tego rodzaju struktura własnościowa jest zwykle bardzo niechętnie traktowana przez akcjonariuszy, którzy w ostatecznym rozrachunku tracą swój normalny wpływ na firmę. Jeśli ktoś z kierownictwa popełnia błędy, nie są w stanie nic zrobić.
W Stanach Zjednoczonych stosuje się akcje B tylko w branży mediów. W efekcie na przykład w spółkach New York Times, Comcast i Hollinger zwykli udziałowcy nie mają takiej władzy jak w innych firmach notowanych na giełdzie.
Gdy Google wchodził na giełdę w 2004 roku, jego założyciele Larry Page i Sergey Brin podkreślali, że akcje B posłużą im do realizacji długofalowej wizji firmy. Wygląda na to, że Zuckerberg realizuje podobną strategię, choć nie wiadomo jeszcze, kiedy
Facebook wejdzie na giełdę.