Miesiąc temu RPP zadecydowała o zmianie nieformalnego nastawienia w polityce pieniężnej z łagodnego na neutralne. To oznacza, że obniżki stóp są równie prawdopodobne co podwyżki.
Dziś
inflacja wynosi 3,1 proc., co oznacza, że powróciła do celu inflacyjnego, który wyznaczyła sobie RPP. Wynosi on 2,5 proc. z możliwością odchylenia o 1 pkt proc. w górę i w dół.
To jedno z ostatnich posiedzeń RPP w obecnym składzie, na początku przyszłego roku wyłoniony zostanie jej nowy skład na kolejną sześcioletnią kadencję. Z tego powodu zmiana poziomu stóp jest mało prawdopodobna przez najbliższe kilka miesięcy - stara Rada nie będzie chciała ich zmieniać tuż przed odejściem, a nowa tuż po powołaniu.
Część analityków rynkowych sądzi, że do pierwszej podwyżki dojdzie już w połowie roku. Ci bardziej sceptycznie oceniający tempo wzrostu
PKB w 2010 roku są zdania, że stopy nadal mogą być rekordowo niskie przez cały przyszły rok. Wiele zależy od tego kiedy do podwyżek przystąpi
Europejski Bank Centralny - Podwyżka stóp nastąpi dopiero w drugiej połowie 2010 roku, kiedy prognozy ożywienia gospodarczego staną się faktem. Rada widzi zdecydowanie bardziej optymistyczne prognozy dla sfery makroekonomicznej, coraz więcej jest sygnałów ożywienia w gospodarce światowej i polskiej. Począwszy od drugiej połowy 2010 roku inflacja będzie w trendzie rosnącym na skutek tego ożywienia, poprawy sytuacji na rynku pracy, wzrostu cen żywności i płac, a także doganiania przez Polskę strefy euro - komentuje Ernest Pytlarczyk, główny analityk
BRE Banku. - Dlatego w średniej perspektywie szanse na spełnienie kryterium inflacyjnego są małe.
Polska gospodarka przy wzroście 3-procentowym będzie generowała inflację. W 2010 roku wzrost PKB może przekroczyć 3 procent, a w 2011 roku 4,5 procent. Wtedy też powinniśmy zobaczyć główną stopę procentową na poziomie 5,5 procent. Będziemy musieli podwyższyć stopy trochę bardziej niż inne kraje Unii Europejskiej, aby mieć szanse na spełnienie kryteriów konwergencji - dodaje.
- Inflacja znalazła się w celu i jest duże prawdopodobieństwo, że będzie nadal spadać w pierwszej połowie 2010 roku, pomimo grudniowego odbicia wynikającego w znacznej mierze z efektów bazowych - komentuje Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao SA. - Sądzimy, że inflacja ruszy do góry szybciej niż zakłada to projekcja i w drugiej połowie 2010 roku będzie dla RPP wyzwaniem, chociaż pozostanie poniżej górnej granicy celu. Obawiam się słabnącego w tym samym czasie tempa wzrostu gospodarczego. W takiej sytuacji RPP może nie chcieć podnosić stóp, pomimo sygnałów inflacyjnych, aby nie zdusić rozwoju gospodarczego. Aby RPP zdecydowała się podnieść stopy, musielibyśmy mieć sygnały wyraźnego przyspieszenia wzrostu gospodarczego i wzrostu inflacji w jednym czasie. Sądzę, że w przyszłym roku, kiedy będzie przyspieszał PKB, w tym samym czasie będzie spadała inflacja i na odwrót. Tak więc RPP nie będzie miała klarownej sytuacji wskazującej na potrzebę podwyżki stóp - uważa główny ekonomista Pekao.