Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd mógł zapobiec dramatom klientów upadłych deweloperów

Marek Wielgo
25.11.2009 , aktualizacja: 25.11.2009 13:42
A A A Drukuj
Nie chciałbym być w skórze klientów krakowskich firm deweloperskich Leopard i Providentia Invest. Ludzie ci najpewniej stracą mieszkania, których budowę finansowali. Gdzie szukać winnego tej tragedii? Oczywiście zawsze w takim przypadku jest nim deweloper, bezpośredni sprawca.
Marek Wielgo
Fot. Marcin Klaban / AG
Marek Wielgo
Niestety, kolejne rządy nie zrobiły nic, by zapobiec tego typu przypadkom. Może na otrzeźwienie powinno stracić posady kilku urzędników w resortach infrastruktury i sprawiedliwości oraz Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów? Ci urzędnicy dopuścili się karygodnego zaniechania w kwestii projektu ustawy mającej chronić klientów firm deweloperskich przed skutkami ich bankructwa.

Przecież pierwszy projekt takiej ustawy powstał wiosną 2002 r.! Dwa lata później napisałem w Gazecie: "Klienci deweloperów i spółdzielni coraz bliżsi ochrony. Projekt stosownej ustawy jest już praktycznie gotowi i istnieje duże prawdopodobieństwo, że wreszcie - po blisko dwóch latach prac! - rząd skieruje go do Sejmu".

Jakżesz się wtedy myliłem. Projekt na długo utknął w urzędniczych szufladach z powodu sporu Ministerstwa Infrastruktury z Ministerstwem Sprawiedliwości w kwestii upadłości. Chodzi m.in. o to, że z masy upadłościowej miałby być wyłączony obiekt objęty rachunkiem powierniczym, a syndyk musiałby kontynuować inwestycję (chyba że nie byłoby to ekonomicznie uzasadnione).

Zresztą piach w tryby urzędniczej machiny sypali też deweloperzy i banki. Tym pierwszym nie podobało się to, że ów rachunek powierniczy miałby być obligatoryjny i do tego zamknięty. Wyjaśnię, że klient wpłacałby nań swoje pieniądze, a budowę finansowałby bank. Pieniądze z tego rachunku deweloper dostawałby dopiero po przewłaszczeniu nieruchomości. Problem w tym, że w momencie niepowodzenia inwestycji nikt oprócz klienta nie mógłby się czuć bezpieczny. Poszkodowane byłyby w tym wypadku banki i firmy wykonawcze.

O projekcie ustawy przypomniano sobie w Ministerstwie Budownictwa w 2007 r., kiedy resortem kierował Andrzej Aumiller z Samoobrony. Było to kilka miesięcy po premierze słynnego filmu Krzysztofa Krauzego "Plac Zbawiciela". To bodaj najsłynniejsza historia ofiar plajty dewelopera. W dodatku wydarzyła się naprawdę. Beata i Bartek, małżeństwo po 30- tce z dwójką małych dzieci, mają niedługo przeprowadzić się do własnego mieszkania. Na razie, aby oszczędzić trochę pieniędzy, wprowadzają się do matki Bartka. Ich radość trwa krótko. Deweloper plajtuje. Wpłacone pieniądze przepadają. Małżeństwo się rozpada. Beata razem z dziećmi zostaje wyrzucona na ulicę. Dzieci próbuje otruć, sama podcina sobie żyły.

Podobnych bankructw było jednak w naszym kraju dużo więcej. Pamiętam, jak w lipcu 2007 r. na spotkaniu z dziennikarzami min. Aumiller zapewniał, że po wakacjach skieruje projekt ustawy "o ochronie nabywcy w transakcjach deweloperskich" do uzgodnień międzyresortowych. Ustawa miała m.in. wymusić na deweloperach, by w trakcie inwestycji wykazali się np. gwarancją bankową lub ubezpieczeniem. Alternatywą miał być rachunek powierniczy, ale już tylko tzw. otwarty. W tym przypadku bank wypłaca deweloperowi gromadzone na takim rachunku pieniądze klientów w miarę postępu robót. Oczywiście bank ma kontrolować, czy te pieniądze są wydawane przez dewelopera zgodnie z przeznaczeniem. Jednak taki rachunek nie gwarantuje 100-proc. bezpieczeństwa klientom. Wpłacane przez nich pieniądze są bowiem zabezpieczeniem roszczeń banku względem dewelopera.

Ustawa miała też wprowadzić wymóg zawierania umów przedwstępnych wyłącznie w formie aktu notarialnego, które lepiej chronią nabywców mieszkań np. w przypadku upadłości dewelopera.

Aumiller wkrótce przestał być ministrem, ale wydawało się, że sprawa ustawy nie umrze śmiercią naturalną. Po przejęciu władzy przez koalicję PO-PSL wiceminister infrastruktury Olgierd Dziekoński obiecał bowiem cały pakiet ustaw mających wesprzeć zorganizowane budownictwo mieszkaniowe. Jedna z tych ustaw miałaby zobowiązać deweloperów do podawania określonych informacji o sobie i o inwestycji. Rachunek powierniczy miałby być dobrowolny. Uzasadniano to tym, że gdyby rachunek powierniczy miał być obligatoryjny, to liczba inwestycji mieszkaniowych spadłaby dramatycznie. Po prostu nieliczne firmy mogłoby liczyć na finansowanie inwestycji przez banki.

Mniej więcej miesiąc temu zapytałem w resorcie infrastruktury o los projektu. Usłyszałem, że ta sprawa leży w gestii... Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Obawiam się więc, że to ciąg dalszy "spychologii urzędniczej".

Tymczasem zrozpaczeni ludzie szukają pomocy, gdzie tylko się da. Bez odpowiedzi. Kancelaria premiera odpisała, że "nie może udzielić klientom oczekiwanej pomocy". Panie premierze, niech Pan weźmie sprawę w swoje ręce. Pieniędzy klientów Leoparda i Providentii Invest prawdopodobnie nie uda się już uratować. Jednak przed podobną tragedią trzeba uchronić kolejnych.

Więcej na blogu Marka Wielgo

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy