Umowę podpisano we wtorek w nocy w Moskwie po negocjacjach szefów Gazpromu Aleksieja Millera iNaftohazu Ołeha Dubyny.
Zgodnie z podpisanym w styczniu kontraktem w tym roku Naftohaz miał sprowadzić minimum 31 mld m sześc. gazu, ale z powodu kryzysu import wyniesie tylko 25 mld m sześc. Gazprom nie będzie żądać od Naftohazu karnych opłat za zmniejszenie
importu. Rosyjski koncern zgodził się też, by w przyszłym roku Naftohaz importował tylko 33,75 mld m sześc. gazu, choć kontrakt przewidywał, że
Ukraina będzie musiała sprowadzić co najmniej 41,6 mld m sześc. Ukraińcy chcieli zmniejszyć import gazu z Rosji nawet do 27 mld m sześc., ale nie udało im się tego uzyskać.
Naftohaz nie zdołał też nakłonić Gazpromu do obniżki cen gazu w przyszłym roku. Według dziennika "Wiedomosti" w 2010 r. Kijów będzie płacić średnio 286 dol. za 1000m sześc. rosyjskiego gazu, czyli o 28 proc. więcej niż w tym roku. A już w tym roku, po gwałtownej podwyżce cen rosyjskiego gazu Naftohaz miał problemy z regulowaniem rachunków.
Ustępstwa Gazpromu są zgodne z obietnicami, jakie w ostatni czwartek na szczycie w Jałcie premier Rosji Władimir Putin składał premier Ukrainy Julii Tymoszenko. Zdaniem dziennika "Kommiersant" są to polityczne ustępstwa, które mają wesprzeć kandydaturę Tymoszenko w styczniowych wyborach prezydenckich.