PKO BP, największy w Polsce bank detaliczny, już od prawie dwóch miesięcy ma nowego prezesa. Zbigniew Jagiełło, który wyścig o fotel szefa PKO wygrał z takimi tuzami, jak Piotr Kamiński, czy Mariusz Karpiński, dokończył z sukcesem wielką emisję akcji wartą 5 mld zł. Ale dopiero najbliższe miesiące pokażą, czy będzie w stanie wprowadzić w banku własne pomysły. Do tej pory Jagiełło nie zarządzał nigdy bankiem, ma jedynie doświadczenia z szefowania największym w Polsce towarzystwem funduszy inwestycyjnych Pioneer Pekao.
Czytaj też:
Jagiełło to człowiek, który potrafi wycisnąć siódme soki z pracowników oddziałów W rozmowie z "Gazetą" Jagiełło nie kryje, że jego głównym celem jest uporządkowanie banku, który co prawda ma 3 mld zł czystego zysku rocznie, ale nie wykorzystuje swojego potencjału. Duża część z ponad 7,5 mln klientów PKO BP nie wiąże się z bankiem zbyt mocno, często mają w PKO tylko konto, a kredyty lub lokaty biorą od konkurencji. Jagiełło chce to szybko zmienić.
- Na jednego klienta PKO BP przypada średnio 1,4 produktu. Średnia w innych bankach to dwa razy więcej. - Musimy to poprawić - mówi "Gazecie" Jagiełło. Jego zdaniem dopiero sprzedanie temu samemu klientowi kolejnych produktów finansowych świadczy o profesjonalizmie i umiejętnościach pracowników banku. - Chcę, żeby w ciągu dwóch lat każdy klient PKO BP korzystał średnio z 2,5 naszego produktu. Konto i karta to zestaw obowiązkowy. Do tego trzeba dobierać kredyt hipoteczny, gotówkowy, lokatę albo fundusze inwestycyjne, w zależności od potrzeb klienta - tłumaczy nowy prezes.
Czytaj też:
20% Polaków nie odróżnia PKO BP od Pekao. A reszta? Kocha kolejki i prowizje Czytaj też:
Państwowy bank do klienta: nie bądź łoś, nie płać podatków Zbigniew Jagiełło do tego stopnia chce się skupić na wykorzystaniu potencjału dotychczasowych klientów, że jest gotów do pewnego stopnia "odpuścić" walkę o pozyskanie nowych. - Nie widzę obecnie potrzeby agresywnej walki o klientów konkurencji. Naszym głównym celem jest zaktywizowanie i lepsze obsługiwanie tych 7,5 mln klientów, których już mamy. Jeśli przy okazji pozyskamy nowych to bardzo dobrze.
Żeby lepiej obsługiwać klientów, prezes PKO BP chce być bliżej nich. W tym celu pozbędzie się niektórych placówek w centrum, a za uzyskane pieniądze rozbuduje sieć w peryferyjnych dzielnicach miast. - Część naszych placówek to obszerne lokale, które już od dawna nie przystają do potrzeb nowoczesnej bankowości, klienci nie czują się w nich swobodnie, pracownikom źle się w nich pracuje. Takich oddziałów będziemy chcieli się pozbyć. Przeprowadzimy się do lokalizacji przy głównych arteriach komunikacyjnych. Lepiej jest mieć dwa mniejsze oddziały w dobrych lokalizacjach niż jeden duży - tłumaczy Jagiełło.
Bank pod jego kierownictwem ma utrzymać palmę pierwszeństwa jeśli chodzi o udzielanie kredytów. Dziś połowa wszystkich kredytów dla firm i 40 proc. hipotecznych pochodzi z kasy PKO BP. - kredytowa idzie pełną parą, dzięki nowej emisji możemy udzielić nawet 40 mld zł nowych kredytów - obiecuje prezes PKO BP, zastrzegając jednocześnie, że w niepewnych czasach nie będzie rozdawał pieniędzy na klientom o niskiej wiarygodności kredytowej.
Chcąc utrzymać pierwsze miejsce na rynku kredytów, PKO BP siłą rzeczy nie może odpuszczać walki o lokaty klientów. Pod koniec zeszłego roku to właśnie PKO BP oddał pierwsze strzały w wojnie depozytowej, powodując lawinowy wzrost oprocentowania na całym rynku. Spanikowani konkurenci płacili wtedy za lokaty nawet 10 proc. w skali roku.
Prezes Jagiełło nie zamierza aż tak agresywnie walczyć o pieniądze klientów, ale nie chce też iść drogą głównego konkurenta Banku Pekao, który ma jedne z najniżej oprocentowanych lokat na rynku. - Nie chcemy być liderem, dyktującym ceny depozytów. Ale będziemy starali się być blisko oprocentowania akceptowalnego dla klientów. Dziś PKO BP ma lokaty oprocentowanie na ok. 4,5 proc., gdy najhojniejsze banki płacą po 7 proc.
Nowy szef PKO BP obiecuje też, że PKO BP będzie unikał stosowania gwiazdek i niedomówień na plakatach reklamowych, ulotkach i w reklamach telewizyjnych. - Będziemy się starali posługiwać jak najczytelniejszymi komunikatami. I być tak przejrzyści w komunikacji z klientami, jak to tylko możliwe - obiecuje Jagiełło.
Czytaj też:
Czary-mary w PKO BP, czyli jak wcisnąć klientowi kredyt na 6,99% i zarobić na nim 25% Jego zdaniem PKO BP, choć jest jednym z największych banków w naszej części Europy, nie powinien na razie wyrywać się do zakupów banków za granicą. - Nie mamy strategii ekspansji zagranicznej. Eksperyment ukraiński z zakupem Kredobanku się nie udał. Pokazał, że PKO BP nie jest przygotowany, by przenieść model działalności w Polsce na inny rynek - mówi Jagiełło. Co więc z Kredobankiem? - Poczekamy, aż kryzys się skończy, uzdrowimy sytuację Kredobanku i wtedy zastanowimy się, co dalej robić.