- Największą przeszkodą, która będzie utrudniać powrót na ścieżkę wysokiego wzrostu gospodarczego, jest stan finansów publicznych - powiedział były prezes NBP Leszek Balcerowicz na organizowanej przez "The Warsaw Voice" konferencji "Warsaw CEE Financial Hub" (jej patronem medialnym jest portal Wyborcza.biz). - W normalnych czasach narastający
dług publiczny to choroba chroniczna, w obecnych to choroba galopująca - dodał.
Zdaniem Balcerowicza mamy rozdęte i źle adresowane wydatki publiczne, głównie socjalne. - Wysokie wydatki socjalne są złe, bo wymagają wysokich podatków - tłumaczył. - Ale nawet jeśli znalazłby się dobry wujek, który by te olbrzymie zasiłki nam fundował, to i tak nie byłoby to korzystne. Takie podejście niszczy bowiem bodźce do pracy i oszczędzania.
Balcerowicz kolejny raz namawiał do dokończenia reformy emerytalnej tak, byśmy dłużej pracowali.
Sprzeciwił się też działaniom państwa mającym dodatkowo napędzać
wzrost gospodarczy. - Widać z doświadczenia państw Europy Środkowo-Wschodniej, że im bardziej stabilizująca polityka, tym na dłuższą metę lepiej dla wzrostu. A im bardziej wspierająca, tym większa bańka, która w końcu pęka. Efektem tego jest obecny kryzys - przekonywał.
Państwa napędzały wzrost wydatkami fiskalnymi (
Węgry) albo stymulowaniem akcji kredytowej (
Łotwa). - Na Łotwie stosunek kredytów dla sektora prywatnego do
PKB wzrósł w latach 2005-07 z 68 do 94 proc. W Polsce wzrósł z 29 do 37 proc. PKB, i to też jest zbyt duże tempo - uważa Balcerowicz.
Przestrzegał też przed ryzykiem zbyt późnego zaostrzania polityki pieniężnej - mogłoby to skutkować powtórką sytuacji, z jaką mieliśmy do czynienia przez ponad rok.
Balcerowicz przyznał, że nie odkrywa Ameryki. Ale aby zrealizować tę receptę, potrzeba mobilizacji i poparcia opinii publicznej. - Wydaje mi się, że w Polsce udało się kilka rzeczy niemożliwych. Powtórzmy to - zakończył Balcerowicz.