Kiedy gruchnęły informacje, że rządowy fundusz Dubai World może mieć kłopoty ze spłatą swojego sięgającego 60 mld dol. zadłużenia, inwestorzy na światowych giełdach spanikowali. Sprzedawali masowo akcje spółek z branży finansowej, bojąc się, że mogą na tym stracić dużo pieniędzy. W
USA giełdy były zamknięte ze względu na Dzień Dziękczynienia. Jednak dziś o 15.30 czasu rynki w USA rozpoczęły handel. Indeks Nasdaq traci na otwarciu 2,13 proc., Dow Jones 1,8 proc., a S&P 2,15 proc.
W piątek w Europie Zachodniej spadki przekroczyły nawet 3 proc. Wczoraj główny indeks londyńskiej giełdy FTSE 100 stracił 170 pkt, co oznacza, że z giełdy wyparowało 44 mld funtów.
Jeszcze gorzej było w Azji. Indeks Hang Seng w Hongkongu zakończył notowania aż 4,8 proc. pod kreską, a Kospi w Seulu - 4,7 proc. minusie. Tokijski Nikkei stracił 3,2 proc. - najwięcej od czterech miesięcy
Nieco lepiej sobie radziła warszawska giełda. W czwartek nasz parkiet stracił dużo mniej niż inne giełdy europejskie - WIG 20 zakończył sesję 1,4 proc. na minusie.
Niepokój nie minął jednak w piątek rano. Tuż po otwarciu skupiający największe spółki WIG20 tracił aż 4 proc.! Około godziny 11.00 odbił się od dna do poziomu minus 1,6 proc.
W Europie Zachodniej giełdy też zaczęły sesję pod kreską, choć spadki nie były już tak duże jak w czwartek. Niemiecki DAX, francuski CAC40 czy brytyjskie FTSE były rano na około 1-1,5-proc. minusach.
- Ryzykowne aktywa tracą ze względu na sytuację w Dubaju. Nie widzę jednak niebezpieczeństwa większej przeceny. Działa tu psychologia - powiedział diler długu w jednym z warszawskich banków.
Wczoraj największe spadki dotknęły banki - HSBC, Deutsche Bank, Barclay's - bo mogą one mieć w swoich portfelach papiery dłużne Dubaju warte miliardy dolarów. Ceny akcji brytyjskich banków lecą na łeb na szyję, bo inwestorów przeraziła perspektywa strat, które banki mogą ponieść w związku z kryzysem na Bliskim Wschodzie.
Amerykańskie giełdy na wiadomości z Dubaju zareagują dopiero dzisiaj - wczoraj rynki były zamknięte w związku z Dniem Dziękczynienia.
Jak sprawa Dubaju wpłynie na polską gospodarkę?
O tym na blogu Janusza Dancewicza we wpisie: Zbrodnia (Dubaju) i kara (głównie dla innych) - tylko w portalu Gazeta.pl
Dubaj przestraszył świat Blady strach padł na rynki kapitałowe, kiedy rząd Dubaju poprosił o sześciomiesięczną prolongatę w spłacie zadłużenia państwowego funduszu inwestycyjnego World Dubai. W ubiegłym roku miasto-państwo, które przez lata rozwijało się dzięki fali kredytów i napływających z zagranicy inwestycji, boleśnie odczuło skutki kryzysu po upadku Lehman Brothers. Ale szejk Mohammed bin Rashid Al-Maktoum uparcie przekonywał, że jego kraj nie przeinwestował w czasach prosperity i jest wypłacalny
Dwa miesiące temu, podczas jednego z bardzo rzadkich spotkań z dziennikarzami, na pytanie o zadłużenie kraju szejk odpowiedział krótko: "Wszystko jest w porządku, nie ma powodów do obaw" - pisze agencja Associated Press. Zapewniał, że miasto wywiąże się ze wszystkich zobowiązań finansowych dotyczących jego długu o łącznej wysokości 80 mld dol. Z tego 22 mld należą do Dubai World.
Przyczyną kłopotów Dubai World jest jego oddział
nieruchomości Nakheel, który powinien do 14 grudnia wykupić swoje obligacje warte 4 mld dol. To ta sama firma, o której czytaliśmy w związku ze słynnym projektem Palm Islands, sztucznych wysp w kształcie korony palmy, które przyciągnęły wielu znanych inwestorów, w tym Davida Beckhama.
Dziś inwestycja ta utknęła w martwym punkcie, po zwolnieniu tysięcy ludzi i zerwaniu kontraktów z firmami budowlanymi. Trzeba było także odwołać plany budowy najwyższego budynku na świecie.
Teraz inwestorzy stracili zaufanie nie tylko do papierów dłużnych Dubaju, ale również sąsiadujących z nim Emiratów Arabskich, Kataru, Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej. W czwartek koszt ubezpieczenia ich długu od niewypłacalności wzrósł o kilkadziesiąt procent.
- To przypomniało inwestorom, że w szafach może być pochowanych jeszcze dużo trupów - mówi Richard McGuire, strateg w londyńskim przedstawicielstwie Royal Bank of Canada. Minister finansów Alistair Darling już przyznał, że sytuacja gospodarcza kraju może poprawiać się wolniej, niż dotychczas zakładał.
Wielu ekonomistów obawia się, że wstrzymanie spłaty długu uderzy także w inne gospodarki i zahamuje ożywienie.
- Sytuacja Dubaju jest bardzo niepokojąca. Inwestorzy martwią się, że jeżeli Dubaj nie będzie mógł spłacić długu, wystąpi efekt domina - powiedział starszy doradca z Commodity Broking Services, Beson Wang.
- Ten epizod zniszczył zaufanie między pożyczkobiorcami a kredytodawcami i wzbudził wątpliwości co do dynamiki odbicia w światowej gospodarce - dodał.
Dubaj uderza w złotego W piątek przed południem ceny obligacji i
złoty traciły wraz z innymi bardziej ryzykownymi aktywami na świecie.
Polska waluta zdołała jednak odrobić przed południem część strat po wcześniejszym osłabieniu do 4,2 za euro, najsłabszego poziomu od ponad dwóch tygodni.
O godzinie 10 euro kosztowało 4,18 zł, czyli o 0,6 proc. więcej niż w czwartek o 17, zaś dolar 2,81 zł, czyli o 1,3 proc. więcej.
- To osłabienie nie ma nic wspólnego z czynnikami specyficznymi dla Polski, tracą wszystkie aktywa, bo inwestorzy na gwałt sprzedają wszystko, co jest bardziej ryzykowne. Polska jest mniej ryzykowna niż większość rynków wschodzących, prawdopodobnie
Węgry bardziej ucierpią - powiedział główny strateg TD Securities z Londynu Beat Siegenthalwer.
- Głównym problemem jest to, że od środy nie mamy dalszych informacji z Dubaju. Jeśli Dubaj poinformowałby rynki w bardziej przejrzysty sposób, reakcja byłaby spokojniejsza. Jeśli sytuacja w Dubaju nie zacznie się wyjaśniać, dalsze spadki giełd i osłabienie walut rynków wschodzących jest prawdopodobne - dodał Siegenthaler.