Łączna wartość wystawionego na sprzedaż majątku wynosiła ponad 119 mln zł. Ale jeszcze przed rozpoczęciem elektronicznej
licytacji było wiadomo, że najważniejszymi częściami stoczni - tymi, które pozwalają produkować statki - nie jest zainteresowany nikt. I dlatego sama
licytacja nie była zbyt emocjonująca. Jedną działkę kupiło konsorcjum osób fizycznych (za 7,8 mln zł), które dokupiło też projekt za 2,3 mln zł. Z kolei mniejsza szczecińska stocznia Gryfia kupiła zestaw sterowy - za 211 tys. zł.
Wadium na dwa fragment stoczniowego majątku wpłaciło PZU SA. Ale ostatecznie do licytacji nie stanęło. Rzecznik spółki Michał Witkowski nie chciał wyjaśnić, dlaczego PZU w ogóle interesowało się stoczniowym majątkiem i dlaczego potem postanowiło się wycofać.
Majątek szczecińskiej stoczni, którego w piątek nie udało się sprzedać, będzie ponownie wystawiony na sprzedaż - jeszcze w grudniu, w uproszczonej aukcji.
Czy takie efekty
przetargu to klęska? Odpowiedzialny za stocznie wiceminister skarbu Adam Leszkiewicz przekonuje, że tak nie można mówić. - Nie patrzymy na to w kategoriach sukcesu lub porażki. Bo jeszcze jesteśmy w trakcie realizacji procesu sprzedaży stoczniowego majątku. Ale faktycznie, jak widać, zainteresowanie inwestorów nie jest duże. Praktycznie żadnego zainteresowania nie wyrazili inwestorzy zagraniczni. Będziemy jeszcze raz próbowali sprzedać ten majątek - mówi Leszkiewicz.