Tymczasem analitycy z niecierpliwością wyczekiwali ożywienia sprzedaży detalicznej. Z badania przeprowadzonego kilka dni temu przez National Retail Federation wynikało, że sprzedaż w sklepach podczas "czarnego piątku będzie o 16 proc. wyższa niż w ubiegłym roku. A na tradycyjne piątkowe zakupy wybierze się w tym roku o 8 mln więcej Amerykanów niż w ubiegłym roku.
W 2008 r. sprzedaż w Czarny Piątek wzrosła o 3 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim, co było najgorszym wynikiem od prawie 40 lat. Firma ShopperTrak, badająca zachowania konsumentów i ruch w sklepach, prognozowała w tym roku wzrost o ok. 1,6 proc., ale rezultat - jak się okazało - był znacznie gorszy.
Tym razem nie pomogły wydłużone godziny otwarcia sklepów i sięgające nawet 80 proc. obniżki.
Najwidoczniej - jak oceniają
analitycy rynku - konsumenci wciąż bardzo ostrożnie dokonują zakupów i "polują" na różnego rodzaju wyprzedaże, promocje i upusty, dokładnie badając czy te okazje rzeczywiście nimi są.
Zdaniem Patricii Edwards z firmy doradczej Storehouse Partners, tak zły rezultat tegorocznego Czarnego Piątku może być częściowo związany z promocjami
handlowców z początku listopada oraz z promocjami wielu towarów w sklepach internetowych.
Przedstawiciele przemysłu i analitycy rynku ostrzegali, że tegoroczny okres przedświąteczny będzie wyjątkowo trudny z powodu wciąż słabej gospodarki i wysokiego
bezrobocia.
Przed centrami handlowymi już w czwartek wieczorem zaczęły ustawiać się gigantyczne kolejki. Klienci, którzy pojawili się jeszcze w nocy mieli bardzo konkretne zamiary. Chcieli kupić upatrzone od dawna towary z dużą zniżką - wiele osób spodziewa się po doświadczeniach ubiegłego roku ogromnych zniżek i nie skuszą ich upusty niższe niż 50 proc. Jednak niektóre sklepy utrzymywały kilkudziesięcioprocentowe rabaty tylko przez kilka godzin. - Wiem czego chcę i jakiej ceny mogę oczekiwać - powiedział serwisowi WSJ Winifred Tyson, który wyniósł ze sklepu kilka toreb wypełnionych ubraniami.