Biznes Ludzie Pieniądze

Jerzy Mazgaj: Polska kojarzy się w UE z wódką i kiełbasą

Piotr Miączyński; Leszek Kostrzewski
30.11.2009 , aktualizacja: 29.11.2009 19:50
A A A Drukuj
Jerzy Mazgaj, właściciel delikatesów Alma, współwłaściciel Vistuli i salonów jubilerskich KRUK Jerzy Mazgaj, właściciel delikatesów Alma, współwłaściciel Vistuli i salonów jubilerskich KRUK
Rozmowa z właścicielem delikatesów Alma , współwłaścicielem Vistuli i salonów jubilerskich Kruk.
Jest grudzień. Stęsknił się pan? W końcu to najlepszy dla handlu miesiąc w roku.

- Oczywiście.

I na co pan liczy?

- Chciałbym móc liczyć na dobre wyniki. Ale dla handlu kryzys dopiero się zaczyna. Najtrudniejszy będzie przyszły rok. Zawsze tak jest, że w gospodarce pierwsze cierpią banki. Handel jest ostatni. Jeszcze rok temu tylko jedna trzecia ludzi deklarowała, że ma problemy finansowe, teraz już połowa. Ludzie zastanawiają się, jak zapłacić ratę za samochód, rachunek za prąd.

Pański klient to chyba takimi rzeczami się za bardzo nie przejmuje.

- Właściciel małej restauracji, jak ma kiepskie obroty, nie przyjdzie do Almy zrobić dobrych zakupów na weekend. Właściciel małej stacji benzynowej, jak nie będzie miał dobrych obrotów, nie przyjdzie do Bossa i nie kupi nowego garnituru. Właściciel sieci sklepów z dywanami, jeśli te dywany się nie sprzedają, nie przyjdzie do Ermenegildo Zegna, by kupić elegancki płaszcz za kilkanaście tysięcy złotych.

Ludzie deklarują, że wydadzą tyle samo na święta co w zeszłym roku. Kłamią?

- I jeśli chodzi o żywność, to tak pewnie będzie. Polacy to nie Niemcy. Mamy inną mentalność. Niemiecki menedżer kupi za 16 euro w Lidlu koszulę i jest szczęśliwy, że tak tanio. Polacy podobnie jak Brytyjczycy mają większą fantazję.

W żadnym z 28 sklepów Alma nie mamy spadków obrotów. Moi klienci lubią sprawiać sobie przyjemności. Jak ktoś przyzwyczaił się do mercedesa, to trudno mu się przesiąść na pekaes.

Dla ludzi przyznanie się przed sobą, przed sąsiadami, że już nie stać ich na zakupy w Almie, że muszą chodzić z reklamówką dyskontu pod pachą, jest przyznaniem się do życiowej porażki. W kryzysie trudniej jest jednak zdobyć nowego klienta. Namówić tego człowieka z dyskontu, aby przyszedł do Almy.

Druga rzecz - firmy zamawiają mniej. W ubiegłym roku robiliśmy setki paczek z Dom Perignon, w każdej były trzy szampany. Teraz w tej paczce jest jeden szampan. Mniejsze będą też wydatki na kosmetyki i elektronikę.

A pan ogranicza się w wydatkach?

- Mam dziś stres, jak chcę wydać pieniądze. Niby jest fajnie. Wchodzę do sklepu, wybieram, co chcę. Ale jak jest kryzys, to człowiek zaczyna się zastanawiać, czy potrzebuje kolejnego drogiego garnituru za 2 tys euro.

I co, nie kupuje pan?

- Kupuję. Ale stres mam.

Czyli nie oszczędza pan?

- Nie na garniturach . Przecież nie pójdę do konkurencji i nie kupię garnituru Sunset Suits za 300 zł. Nie o to chodzi. Powiedzmy szczerze, ludzie bogaci inaczej odczuwają kryzys niż nawet klasa średnia. Ktoś miał 400 mln a teraz ma 100. Zbiedniał? Owszem. Ale nadal jest bogaty. Jeśli ktoś z powodu kryzysu idzie do gorszej restauracji, kupuje tańszy garnitur, lata w klasie economy, to nie był naprawdę bogaty.

Luksus polega na tym, że jak idę do restauracji, to nie kalkuluję: O, żurek z kiełbasą za 10,40, ale żurek bez kiełbasy za 8 zł. Jak wezmę bez kiełbasy, to zaoszczędzę 2,40.

A ile pan kupuje tych garniturów po 2 tys. euro?

- Staram się jeden taki dobry garnitur w sezonie mieć.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    65 głosów