Sprzęt rtv, słodycze, włóczka moherowa, klocki Lego - po to chodziliśmy do Peweksów
- I po alkohol. Choć w okresie PRL-u znałem człowieka, który nigdy nie kupił wódki za dolary, mimo że posiadał dolary, za które można było kupić wódkę nieco taniej niż za złotówki. Dolar był dla niego walutą zbyt cenną i szlachetną, by kupować za niego wódkę.
To było 20 lat temu!
- Dolar pozostał walutą pożądaną nawet wtedy, gdy stracił swoja wyjątkowość, jak wszystkie rzeczy, do których mamy pozytywny stosunek emocjonalny. Kilka lat temu w Centrum Psychologii Ekonomicznej i Badań Decyzji w Akademii Koźmińskiego badaliśmy, jak ludzie postrzegają różne waluty. Badaną grupą były gospodynie domowe powyżej 40. roku życia, wybrane dlatego, że pamiętały czasy, gdy złoty nie był pieniądzem publicznego zaufania. Okazało się, że według badanych osób w porównaniu ze złotówką, ale także z euro, dolar jest nie tylko "lepszą" i "mocniejszą" walutą, ale jest też "piękniejszy" i "przyjemniejszy w dotyku".
Gdy powtórzyliśmy te badania po jakimś czasie, to okazało się, że upływ czasu osłabił te pozytywne wrażenia.
Część Polaków postanowiła sprzedać posiadane dolary, zwłaszcza że na początku 2009 roku dolar był wyjątkowo drogi. Ale od tego czasu znów ranga dolara rośnie. Polacy zaczęli zwiększać swoje oszczędności w tej walucie. Dlaczego?
- Od dawna wiadomo, że im bardziej niepewna sytuacja, tym bardziej chwytamy się działań magicznych. O tym pisał już nasz rodak Bronisław Malinowski. W jednej z kultur pierwotnych, jak rybacy wypływali łowić na wewnętrznych wodach, które były spokojne, to zachowywali się racjonalnie. Natomiast jak wypływali na otwarty wzburzony ocean, na którym nic się nie dawało przewidzieć, to zaczynali wykonywać mnóstwo zabiegów typu magicznego. Uważamy, że lepiej się zabezpieczyć, choć nie wiadomo, czy to działa.
To samo można zaobserwować w modnych obecnie kasynach: gracze zmieniają stoliki na bardziej fartowne, zmieniają krupierów, w określony sposób podnoszą karty. Robią to wszystko zamiast, albo oprócz, analiz opartych o rachunek prawdopodobieństwa czy o fakty.
Ludzie wracają do dolara, bo sparzyli się np. na inwestycjach giełdowych, na funduszach inwestycyjnych. Pamiętają, że to kiedyś działało. Miałem wrażenie, że już nastąpiło uwolnienie tej waluty od otoczki emocjonalnej. Ale okazało się, że to nie umarło, i przy nawrocie niepewności mamy powrót do dolara.
To racjonalna decyzja?
- Kiedyś dolar był silna walutą, nie traciło się na niej, posiadaczowi nie groziła żadna nieoczekiwana zmiana czy wymiana (tak było z denominacją złotego w czasach PRL).
Interesuje mnie, jak ludzie reagują w sytuacji niepewności. Racjonalnie byłoby postarać się o informacje, które dawałyby nam więcej informacji. Tymczasem my podejmujemy decyzję, kierując się tymi informacjami, które są łatwo dostępne, mimo że często są one błahe.
Gdy ruszała reforma emerytalna i trzeba było wybrać fundusz emerytalny, nie wiedzieliśmy, który jest dobry, a który zły. Można było nie wybrać i zostać wylosowanym, w większości jednak sami wybraliśmy pod wpływem jakichś czynników bez znaczenia. Czy był to kolor kanap wykorzystanych w reklamie, czy ujmujący głos agenta.
Jak jestem z żoną w restauracji, to ona ma zwyczaj pytać kelnera, czy ta zupa lub danie jest dobre. Ja jej cały czas tłumaczę, że kelner nie jest zainteresowany by jej najlepiej doradzić, tylko żebyśmy jak najwięcej zapłacili albo zjedli to, czego najwięcej jest w kuchni. Informacja rzetelna jest trudniejsza do zdobycia, a takie otrzymywane od ręki, znajomych sprzedawców, kelnerów są łatwo dostępne, ale na ogół nierzetelne
Ale korzystamy z nich
- Badania pokazują, że bardziej się liczy dostępność, a nie rzetelność.
A jak mamy do czegoś pozytywne nastawienie, to staramy się zapominać o negatywnych aspektach. Skoro się już na coś zdecydowałam, to nie chcę, by ktoś mi zawracał głowę, odwodził od tej decyzji. Bo mógłbym znowu nie wiedzieć, jaką decyzję podjąć, więc wole brnąć w to, co już postanowiłem.
Tak samo część z nas ciągle trzyma się dolara, choć trudno uznać, że dziś taka decyzja ma ekonomiczne uzasadnienie. Od wejścia Polski do UE dolar staniał o 1,30 zł, czyli stracił na wartości ponad 30 proc.
- Trzymanie się dolara mimo ponoszonych strat jest także skutkiem pewnej pułapki psychologicznej - to tzw. efekt utopionych kosztów. Jeżeli podjęta wcześniej decyzja doprowadza do straty, to jest nam bardzo trudno pogodzić się z takim stanem, chcemy ratować te utopione koszty. Gdybyśmy sprzedali przecenione walory, ostatecznie zaakceptowalibyśmy dużą stratę. A tak czekamy na lepsze czasy. Ten sam mechanizm prowadzi do zguby część inwestorów giełdowych, którzy wierzą, że posiadane przez nich akcje będą w stanie podnieść się z kolan.
Polska w perspektywie kilku lat ma wejść do strefy euro i zrezygnować ze złotego. Czy wtedy nasze emocje będą to utrudniać? Złoty dla wielu Polaków jest elementem tożsamości narodowej.
- Jestem pewien, że ten emocjonalny stosunek odegra pewną rolę. Będzie zapewne silniejszy u osób o wyższym poziomie uczuć patriotycznych. Nie jesteśmy jednak chyba aż tak związani ze złotym jak Brytyjczycy z funtem. To było jednym z powodów, dla których nie przyjęli oni euro. Funt dał dobre powody, by społeczeństwo się do niego przywiązało. To waluta imperium brytyjskiego, która długo była uniwersalnym pieniądzem, zanim zdetronizował ją dolar.
Dziś rośnie rola euro. Czy jego postrzeganie w Polsce może się pogarszać, w miarę jak euro będzie się rozpowszechniać
- W sensie emocjonalnym myślę, że tak. Polacy mieli poważanie dla dolara i marki niemieckiej. Euro tego poważania po marce nie przejęło. A teraz okazuje się, że mają już euro Słowacy, Słoweńcy - to coraz mniej ekskluzywny klub.
*prof. Tadeusz Tyszka jest kierownikiem Centrum Psychologii Ekonomicznej i Badań Decyzji w Akademii Koźmińskiego