Kłopoty klientów mBanku opisaliśmy w "Gazecie" oraz w Wyborczej.pl przed dwoma tygodniami. Dotyczyły one tych klientów, którzy wzięli kredyt mieszany, tzn. nie tylko na zakup
mieszkania, ale też np. na jego remont, a ostatnio popadły w tarapaty finansowe z powodu braku
pracy.
Dla takich osób rząd przygotował specjalne dopłaty do kredytów. O dopłatę - do 1,2 tys. zł miesięcznie przez rok - mogą ubiegać się ci, którzy stracili
pracę po 1 lipca 2008 r. Kredytobiorca, który musi tylko zarejestrować się w powiatowym urzędzie pracy, uzyskać status bezrobotnego i prawo do zasiłku. Jeśli przyniesie z banku zaświadczenie o wysokości swojej raty kredytu, państwo przez rok może spłacać pieniądze za niego.
Kiedy klienci mBanku zgłaszali się do Urzędu Pracy z wydanym przez bank zaświadczeniem, okazywało się, że jest ono zbyt mało szczegółowe. Urzędnicy domagali się rozbicia kwoty raty na część przypadającą na zakup mieszkania i tę "remontową", bo w ustawie rząd zgodził się pokrywać tylko tę część rat, która dotyczy zakupu mieszkania.
Czytaj też
historię o bolesnym rozstaniu z mBankiem Czytaj też:
porąbana reklama mBanku Problem polegał na tym, że mBank odmawiał rozbijania rat na części, powołując się na ekspertyzę swoich prawników, którzy uważali, że byłoby to niezgodne z prawem. Bank wystąpił nawet o interpretację przepisów do Ministerstwa Finansów. Co ciekawe w innych bankach, które "Gazeta" pytała o zaświadczenia dla bezrobotnych klientów, problemów nie było - banki bez szemrania rozbijały raty kredytów na części.
Czytaj też:
Małoduszność? Dlaczego bank nie pomoże bezrobotnemu kredytobiorcy? Na szczęście sprawa dziś jest już zamknięta. Krzysztof Olszewski, rzecznik mBanku, poinformował nas, że problem klientów został rozwiązany. - Wydaliśmy wszystkim klientom zaświadczenia w takim formacie, jak wymagał tego lokalny urząd pracy - oświadczył nam Olszewski. Bank przy okazji ujawnił, że wszystkich przypadków bezrobotnych kredytobiorców, którzy wystąpili o zaświadczenia do urzędu pracy było nieco ponad 20, ale tylko mniej niż połowy dotyczyło nieporozumienie związane z koniecznością rozbicia rat.
Czytaj też komentarz w
blogu Macieja Samcika:
w meczu prawnicy kontra zdrowy rozsądek wynik 1:1. Ale zdrowy rozsądek grał na wyjeździe - Włożyliśmy dużo wysiłku w rozwiązanie tej sprawy. Skontaktowaliśmy się z każdym klientem z osobna, ustalaliśmy jakich poprawek w zaświadczeniu wymaga urząd pracy i je nanosiliśmy. Rozwiązanie problemów klientów było również w naszym interesie, bo klient, który straci pracę może przestać spłacać raty - tłumaczy Olszewski. Przyznaje, że bank, w odpowiedzi na zapytanie do Ministerstwa Finansów, otrzymał korespondencję z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, która pozwoliła mu rozluźnić nieco podejście do bezrobotnych kredytobiorców.