Amerykański profesor prawa radzi, żeby nie spłacać kredytów
ami
2009-11-30, ostatnia aktualizacja 2009-11-30 12:04
Profesor Brent T. White z wydziału prawa Uniwersytetu Arizony opublikował pracę naukową, w której przekonuje, że kredytobiorcy nie powinni czuć się winni, gdy decydują się na zawieszenie spłat hipoteki.
ZOBACZ TAKŻE
- Banki luzują śrubę kredytową (19-11-09, 11:00)
- Świąteczne zakupy Amerykanów większe o 3,6 proc. (29-12-09, 12:05)
- Kredyt z dopłatą czy w euro? (28-12-09, 13:53)
- Najkorzystniejszy kredyt w USD oferuje (18-12-09, 17:47)
- Święta lepsze bez kredytów (08-12-09, 12:00)
- Hipoteczna odwilż staje się faktem. (07-12-09, 15:35)
- Spłaty rat kredytów nie są już na pierwszym miejscu listy naszych priorytetów (02-12-09, 20:03)
- Koniec kredytowej suszy? Banki pożyczą firmom pieniądze (27-11-09, 21:15)
- Skrzypek: niepokojący spadek kredytów dla firm (26-11-09, 09:51)
SERWISY
Jego zdaniem, powinniśmy rezygnować ze spłaty długu jeśli przekracza on wartość domu lub mieszkania i nie mieć w związku z tym żadnego poczucia winy. W Stanach Zjednoczonych jest około 15 milionów właścicieli nieruchomości, którzy znaleźli się "pod wodą", czyli spłacają kredyt wart więcej niż sam dom.
Profesor White argumentuje, że jedyną sensowną rzeczą z ekonomicznego punktu widzenia jest ogłoszenie niewypłacalności. Oszczędzi to dłużnikowi wydania setek tysięcy dolarów, których nie ma właściwie szans już nigdy odzyskać - pisze "Los Angeles Times"
Powód dla którego tak niewielu ludzi decyduje się na ten krok nie ma nic wspólnego z ekonomią. To wynik społecznej presji i poczucia winy. Tymczasem, banki wcale nie prowadzą ze swoimi klientami czystej gry.
Co więcej, prof. White radzi, żeby wcześniej cynicznie zaplanować okres życia, gdy nie dostaniemy w żadnym banku kredytu i przed ogłoszeniem niewypłacalności wziąć jeszcze parę kredytów konsumpcyjnych np. na nowy samochód.
W niektórych stanach, m.in. w Arizonie i Kaliforni kredytodawcy mają ograniczone prawo przejmowania aktywów klientów poza samą nieruchomością. Często też zdarza się, że banki nie ścigają bankrutów, bo im się to nie opłaca. Prof. White podpowiada też, że w dokumentach kredytowych nierzadko można znaleźć poważne błędy prawne i dzięki temu podważyć umowę z bankiem.
Profesor White argumentuje, że jedyną sensowną rzeczą z ekonomicznego punktu widzenia jest ogłoszenie niewypłacalności. Oszczędzi to dłużnikowi wydania setek tysięcy dolarów, których nie ma właściwie szans już nigdy odzyskać - pisze "Los Angeles Times"
Powód dla którego tak niewielu ludzi decyduje się na ten krok nie ma nic wspólnego z ekonomią. To wynik społecznej presji i poczucia winy. Tymczasem, banki wcale nie prowadzą ze swoimi klientami czystej gry.
Co więcej, prof. White radzi, żeby wcześniej cynicznie zaplanować okres życia, gdy nie dostaniemy w żadnym banku kredytu i przed ogłoszeniem niewypłacalności wziąć jeszcze parę kredytów konsumpcyjnych np. na nowy samochód.
W niektórych stanach, m.in. w Arizonie i Kaliforni kredytodawcy mają ograniczone prawo przejmowania aktywów klientów poza samą nieruchomością. Często też zdarza się, że banki nie ścigają bankrutów, bo im się to nie opłaca. Prof. White podpowiada też, że w dokumentach kredytowych nierzadko można znaleźć poważne błędy prawne i dzięki temu podważyć umowę z bankiem.
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4.1
79 głosów
Przeczytaj 184 komentarze na Forum
Pobierz aplikację Wyborcza.biz na:













