Biznes Ludzie Pieniądze

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Wiadomości gospodarcze

Czy Google zasłużyłoby na dotacje z Unii?

Tomasz Grynkiewicz
2009-11-30, ostatnia aktualizacja 2009-11-30 20:25

Tomasz Grynkiewicz
Tomasz Grynkiewicz
Nie tylko biurokratyczna dokładność, ale dobry pomysł - szykują się zmiany zasad w unijnym konkursie na rozkręcenie e-biznesu. Lepiej późno niż wcale, ale propozycje znów nas rzucą na pole minowe



Kolejki po 390 mln euro dotacji dla raczkujących internetowych biznesów - tym obrazkiem karmiły się media elektroniczne i masy internautów, oburzone, jak to w XXI wieku można wystawać w kolejkach po pieniądze na rozwój e-gospodarki. Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości rozkładała ręce, bo pomysłu na rozładowanie kolejek - przy gigantycznym zainteresowaniu wnioskami - nie miała.

Wątpliwości pojawiło się więcej. W "Gazecie" cytowaliśmy zarzuty, że urzędnicy nie promują innowacyjnych pomysłów, tylko poprawnie wypełnione wnioski. I krytykę, że dofinansowanie z unijnego Działania 8.1 programu operacyjnego "Innowacyjna gospodarka" dostają projekty, którymi - gdyby nie kasa z UE - nie zainteresowałby się pies z kulawą nogą. - Po co kolejny portal dla żeglarzy, nowożeńców, jakaś porównywarka? - pytali internauci. Eksperci dorzucali, że wnioskodawcy często zbyt optymistycznie zakładają, że projekt utrzyma się wyłącznie z reklam (np. serwis ze zdjęciami źle zaparkowanych samochodów).

Krytyka nie pozostała bez odpowiedzi. Jak napisała wczoraj "Rzeczpospolita", kryteria przyznawania wniosków mogą się zmienić (ale na razie to wstępne propozycje). Dojdzie tzw. ocena merytoryczna, przyznająca projektom od 0 do 100 pkt - dotację będzie mógł dostać wniosek z minimum 60 pkt.

Najwięcej, bo 50 pkt, można dostać za to, że usługa jest "przełomowa" w skali międzynarodowej lub choć krajowej. Przełomowa na tyle, że w swej branży doprowadzi do "znaczących zmian" albo da impuls do powstania nowego segmentu rynku. 20 pkt otrzyma projekt, który nie zakłada, że głównym przychodem będą wpływy z reklamy. Kolejne 20 pkt - ten, który celuje w rynkową niszę, a 10 pkt taki, który skierowany będzie nie tylko na polski rynek.

Nowym zasadom, jeżeli zostaną wprowadzone, warto przyklasnąć, bo być może pozwolą odsiać projekty absurdalne, które dziś dotacje dostają, bo z formalnego punktu widzenia nie można im nic zarzucić.

Ale to wcale nie oznacza, że pieniądze dostaną tylko najlepsze, naprawdę innowacyjne pomysły.

Oczekiwanie, że wprost z unijnych dotacji wykluje się przysłowiowy drugi Skype czy Google, jest złudne. Żaden urzędnik, wsparty najlepszym nawet ekspertem, nie będzie miał takiej wiedzy i intuicji, by dać np. 50 pkt Skype'owi, a 5 pkt - Joostowi (oba projekty wyszły spod ręki skandynawskiego duetu - jeden został sprzedany za kilka miliardów dolarów eBayowi, drugi upadł).

Ba, tej wiedzy nie mają nawet menedżerowie funduszy inwestycyjnych. A oni widzą nie tylko stertę papierów z pomysłami, ale też konkretnego człowieka, który stoi za spółką. I potrafią zainwestować nawet w teoretycznie gorszy pomysł, jeśli u przedsiębiorcy zobaczą "błysk w oku". Wiarygodna weryfikacja przełomowości jest tylko jedna - rynek i klienci. I często kilka lat cierpliwości. Zwłaszcza na tak niepewnym gruncie jak internet, gdzie często sami założyciele serwisów nie potrafią do końca odpowiedzieć na pytanie: dlaczego właściwie to im się udało. A żywot wielu serwisów jest krótszy niż okres, na jaki można pozyskać finansowanie z Unii.

Nie uciekniemy też od uznaniowości - ten sam projekt może dostać i 99 punktów, i 15.

Wczujmy się na chwilę w rolę urzędnika czy eksperta. W ręku - wniosek dwóch studentów ze Stanforda. Wyszukiwarka internetowa? Jest już AltaVista. Algorytm lepszy? A jak to udowodnić na kawałku papieru? Na zbyt wiele punktów w rubryce "przełomowa w skali międzynarodowej" nie ma co liczyć. Ani na to, że ktoś wywróży, że wokół Google powstanie ekosystem dający wiele miejsc pracy.

A model biznesowy? Gdyby Google, które co kwartał z niepozornych linków sponsorowanych ma miliardy dolarów, dostało w konkursie choć jeden punkt, byłby to istny fuks. W końcu to grubo ponad 90 proc. przychodów spółki. Jedynie za "usługi skierowane do klientów zagranicznych" Google mógłoby liczyć na maksimum.

Podobnie mogłaby skończyć Nasza-klasa - w końcu nawet w Polsce nie była pierwszym serwisem, który miał łączyć ludzi ze szkolnej ławki.

Gdyby - zwłaszcza w internecie i nowych technologiach - wszystkie karty były odkryte, IBM nie pozwoliłby wyrosnąć Microsoftowi, a Microsoft nie musiałby dziś gonić Google. Dlatego nie ma sensu traktować programu "Innowacyjna gospodarka" zbyt dosłownie. - Potraktujmy te dotacje - mówił w niedawnym wywiadzie dla "Gazety" prof. Wojciech Cellary - jako wielką, ogólnonarodową lekcję przedsiębiorczości. Innymi słowy - dajmy ludziom miejsca pracy, szansę na przetarcie się w biznesie. Upadną - trudno, być może wyciągną (poza pieniędzmi z Unii) nauczkę, która zaprocentuje lepszym serwisem.

Być może nawet drugim Skype'em.

Już dziś PRACA dla Ciebie -

Internetowe Targi Pracy

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.8

5 głosów

Brak komentarzy

Rynki

Indeksy
WIG20
WIG20