Problemy klientki
Open Finance opisaliśmy miesiąc temu. Z pomocą doradców przenosiła kredyt hipoteczny z Noble Banku do Millennium. Ktoś zapomniał wypełnić papierek i została z dwoma kredytami i 160 tys. zł nowego długu.
Jak to możliwe? Otóż pieniędzmi z Millennium klientka miała spłacić kredyt w Noble Banku. Millennium kredytu udzielił i wysłał na konto Noble Banku 388,5 tys. zł, kwotę wystarczającą do zamknięcia kredytu. Ale potrzebna była jeszcze dyspozycja klienta. Doradca Open Finance uznał, że nie należy to do jego obowiązków, a klientka myślała, że skoro obsługuje ją doradca, to ona nie musi się o nic martwić.
W efekcie zamieszania Noble Bank nie zamknął kredytu i trzymał pieniądze na tzw. koncie technicznym. Po kilku miesiącach, kiedy klientka się zorientowała,
kurs franka był już tak wysoki, że aby spłacić kredyt, musiałaby dołożyć 160 tys. zł.
Negocjacje klientki z Open Finance trwały kilka miesięcy, ale bez skutku. Doradcy w nieformalnych rozmowach deklarowali, że mogą pokryć połowę straty na różnicach kursowych, czyli 80 tys. zł. Kiedy opisaliśmy sprawę, rozpętała się burza. W internetowym serwisie Wyborcza.biz tekst skomentowało ponad 400 internautów, w większości narzekających na jakość obsługi doradców finansowych.
Open Finance w cuglach wygrałby spór sądowy z klientką, bo
doradcy finansowi nie podpisują z obsługiwanymi przez siebie osobami żadnych umów, które precyzowałyby zakres świadczonych usług. Z punktu widzenia prawa doradca jest tylko dobrym duchem, który ma pomóc klientowi, ale nie ponosi żadnej odpowiedzialności za jakość swojej pracy.
Mimo to po publikacji naszego tekstu szefowie Open Finance postanowili uwzględnić roszczenia klientki i anulować jej zadłużeni, przyjmując, że kredyt został prawidłowo zamknięty już za pierwszym razem. - Dla nas najważniejsze były intencje tej klientki. Nie zalegała w spłatach rat kredytu i chciała spłacić całość. Niestety, zabrakło niezbędnych formalności. Zadziałał czynnik ludzki po obu stronach - tłumaczy Artur Wiza z zarządu Getin Holding, do którego grupy kapitałowej należy Open Finance.
Wiza tłumaczy, że firma - zanim uwzględniła reklamację - wnikliwie sprawdziła, czy klientka nigdy nie miała żadnych kłopotów ze spłatą kredytu. Ponieważ była zawsze wzorową klientką, firma postanowiła jej pomóc. - Obsługujemy w Open Finance ponad 20 tys. klientów miesięcznie. Pojedyncze problemy zawsze mogą się zdarzyć. Z winy pracownika, jak i z winy samego klienta. Mieliśmy podobny przypadek, w którym klient nie był tak kryształowo uczciwy wobec banku i nie było mowy o tym, byśmy poszli mu na rękę - dodaje Wiza.
Po publikacji "Gazety" w Open Finance nie tylko załatwiono tę konkretną sprawę, ale i wzmocniono nadzór nad reklamacjami. Firma przyznaje, że negocjacje z klientami trwały zdecydowanie zbyt długo.
Zostań fanem serwisu Wyborcza.biz na Facebooku