W przypadku dużych tytułów ogólnokrajowych ta liczba wzrasta do 15 razy, podczas gdy teksty z niewielkich gazet lokalnych są kopiowane po 1-2 razy miesięcznie. "Sieci reklamowe należące do
Google'a i Yahoo! czerpią z największe korzyści z nielicencjonowanego wykorzystania materiałów należących do gazet. 53 proc. przychodów z tego tytułu przypada na Google'a, a 19 proc. - na Yahoo!. Na
blogi (...) przypada mniej niż 10 proc." - czytamy w raporcie amerykańskiej spółki informatycznej Attributor, która śledzi nielegalne wykorzystanie materiałów produkowanych przez media w sieci. Z jej usług korzystają m.in. niemiecka agencja DPA, amerykańska agencja AP oraz wydawcy dzienników "Frankfurter Allgemeine Zeitung", "Financial Times" oraz amerykańska grupa Condé Nast (wydawca takich magazynów, jak: "New Yorker", "Vanity Fair" czy "Wired").
Attributor przez miesiąc śledził 101 tys. artykułów opublikowanych przez 157 gazet amerykańskich i odkrył, że zostały one prawie słowo w słowo skopiowane aż 112 tys. razy przez 75 tys. stron witryn! W kolejnych 520 tys. przypadków artykuły przedrukowano częściowo. Wszystkie te kopie ukazały się bez pozwolenia wydawców. "Financial Times" zaznacza, że firma badawcza nie podała, jakie straty ponoszą wydawcy z tego tytułu. Jednak analogiczne badanie przeprowadzone w styczniu tego roku dla 25 największych wydawców w
USA szacuje ich straty na 250 mln dolarów miesięcznie.
Data publikacji raportu Attributora nie jest przypadkowa. We wtorek w Federalnej Komisji Handlu w Waszyngtonie rozpoczął się cykl spotkań poświęconych przyszłości dziennikarstwa. Bierze w nich udział m.in. Rupert Murdoch (szef i właściciel koncernu medialnego News Corp.), Arianna Huffington (założycielka i szefowa internetowego serwisu blogowego "Huffington Post" oraz Leonard Downie (były naczelny dziennika "Washington Post" i współautor raportu pt. "Rekonstrukcja amerykańskiego dziennikarstwa".
Nowe dane będą zapewne jednym z najbardziej omawianych dokumentów na tym spotkaniu i jednym z głównych argumentów wydawców prasy w negocjacjach z internetowymi gigantami, jak np. Google czy Yahoo!. Rupert Murdoch od miesięcy powtarza, że firmy internetowe "okradają" należące do niego gazety. Magnat zagroził, że wycofa swoje treści z wyszukiwarki Google i rozpoczął negocjacje w Microsoftem, który miałby odpłatnie umieścić je w swojej wyszukiwarce Bing. Niektóre jego tytuły już pobierają pieniądze za dostęp do artykułów w internecie (jak "The Wall Street Journal") albo zamierzają wdrożyć taki system (jak "The Times").
Z kolei Fair Syndication Consortium - grupa ponad 1,5 tys. wydawców, której przewodniczy firma Attributor - nie będzie pozywać poszczególnych blogerów do sądu za nielegalne wykorzystanie swoich materiałów. Nie będą też domagać się usunięcia kradzionych treści. Zażądają natomiast udziałów w przychodach z reklam. Jednak porozumienie się z każdą spośród ponad kilkuset tysięcy nieuczciwych witryn jest kosztowne i czasochłonne, dlatego konsorcjum planuje zawarcie umów z największymi sieciami reklamowymi, jak np. Google, Yahoo! czy AOL. Firmy te musiałyby dzielić się z wydawcami przychodami z reklam umieszczonych przy nielegalnie skopiowanych artykułach.
Rich Pearson, szef działu marketingu Attributora w majowym w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej", wyznał, że nie wierzy w skuteczność siłowych rozwiązań. - Uważam, że w przyszłości wydawcy będą coraz szerzej udostępniać swoje treści w internecie i pobierać za nie coraz większe pieniądze. Niekoniecznie od czytelników, lecz od właścicieli witryn, którzy chcą do siebie tych czytelników przyciągnąć - powiedział Pearson.