Na ślad afery łapówkarskiej po raz pierwszy natrafiono w 2006 roku, gdy odkryto, że Siemens przez wiele lat płacił w kilkunastu krajach na całym świecie łapówki w zamian za otrzymanie lukratywnych kontraktów. W ten sposób firma zdobyła m.in. kontrakty na budowę torów kolejowych w Wenezueli, elektrowni w Izraelu, sieci telefonii komórkowej w Bangladeszu czy systemu kontroli ruchu drogowego w Rosji. Korupcyjny skandal, łącznie z kosztem łapówek, kosztował Siemensa ponad 2,5 mld euro.
Heinrich von Pierer był prezesem w latach 1992-2005, a do 2007 roku członkiem rady nadzorczej. Siemens zawarł też ugodę z jego następcą Klausem Kleinfeldem, który zapłaci 2 mln euro. Obaj odeszli z firmy w połowie 2007 roku, gdy okazało się, że byli zamieszani we wspomnianą aferę łapówkarską.
Ugodę podpisano także z kolejnymi czterema członkami zarządu. Uriel Sharef zgodził się zapłacić 4 mln euro, Jürgen Radomski i Johannes Feldmayer zapłacą po 3 mln euro, a Karl Baumann 1 mln euro. Wcześniej Siemens zawarł ugodę z trzema innymi członkami zarządu.
Niezależnie od działań Siemensa osobne dochodzenie przeciwko von Piererowi i Kleinfeldowi prowadzi prokuratura w
Monachium. Obaj zaprzeczyli, że działali na szkodę firmy. Pierer przyznał, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność za aferę korupcyjną i że zamierza bronić się przed oskarżeniami.
- Sprawa Siemensa jest bezprecedensowa. Można oczekiwać, że w przyszłości więcej firm wystąpi z zarzutami przeciw swoim byłym menedżerom - komentuje Jens Wagner, prawnik z kancelarii
Allen&Overy.