Biznes Ludzie Pieniądze

Spłaty rat kredytów nie są już na pierwszym miejscu listy naszych priorytetów

Maciej Samcik
02.12.2009 , aktualizacja: 03.12.2009 09:34
A A A Drukuj
Terminowa spłata kredytów przestaje być dla Polaków priorytetem. Comiesięczne płacenie rat kredytowych za swój główny obowiązek w razie załamania domowego budżetu uważa tylko 60 proc. osób. Nic dziwnego, że w ciągu kwartału nasze niespłacane w terminie kredyty urosły o kolejne 2,8 mld zł.
Przeterminowane długi Polaków
Przeterminowane długi Polaków


Z najświeższych danych Krajowego Rejestru Długów (KRD) - firmy zbierającej dane o naszych niezapłaconych w terminie rachunkach - wynika, że osoby prywatne i firmy zalegają ze spłatą aż 84,3 mld zł! Chodzi nie tylko o długi wobec banków, ale też wobec urzędu skarbowego, gmin, spółdzielni mieszkaniowych, dostawców prądu, gazu czy firm telekomunikacyjnych. KRD uwzględnia też np. niezapłacone mandaty czy alimenty.

W ciągu trzech miesięcy ta kwota urosła o kolejnych 5 mld zł. Ale i tak rośnie dwa razy wolniej niż w poprzednich kwartałach, kiedy nasze niezapłacone w terminie zobowiązania szły w górę o 8-9 mld zł. Według Adama Łąckiego, szefa KRD, wolniejsze tempo to przede wszystkim zasługa firm, które dzięki poprawiającej się kondycji gospodarki nie "produkują" już tylu nowych niezapłaconych w terminie rachunków, co wiosną i latem. Zaległości kredytowe firm w bankach wzrosły tylko o miliard złotych.

Znacznie gorzej mają się zwykli konsumenci. To głównie oni odpowiadają za łączny wzrost niespłaconych długów. W trzecim kwartale 2009 r. tzw. "złe długi" zwykłych konsumentów tylko w bankach urosły aż o 2,8 mld zł. W zastraszającym tempie rośnie zwłaszcza wartość niespłacanych rat kredytów gotówkowych, ratalnych i samochodowych. Urosły one aż o 2 mld zł, czyli dwa razy mocniej niż w poprzednim kwartale! O jedną piątą, czyli o prawie 500 mln zł, wzrosły też zaległości na kartach kredytowych.

Bankowcy spodziewają się, że tego trendu nie da się łatwo odwrócić Mateusz Morawiecki, prezes banku BZ WBK, uważa, że do połowy przyszłego roku odsetek niespłacanych w terminie kredytów konsumpcyjnych będzie rósł w ślad za stopą bezrobocia. Jedyną grupą kredytów, które wciąż są spłacane przez Polaków terminowo, są te hipoteczne. Większość kredytów Polacy wzięli po to, by mieć gdzie mieszkać, więc ich spłata pozostaje jednym z priorytetów w domowych budżetach.

Ale - jak wynika z badań KRD i OBOP, do których dotarła "Gazeta" - podejście Polaków do spłacania kredytów ostatnio zaczęło się zmieniać. Raty kredytów w wielu domowych budżetach nie są już w grupie najważniejszych pozycji do uregulowania. Tylko 61 proc. z nas deklaruje, że mając kłopoty finansowe, spłacałoby kredyt hipoteczny kosztem innych zobowiązań, zaś 59 proc. za swój priorytet w takim przypadku uważałoby kredyt gotówkowy lub ratalny.

Znacznie więcej osób za podstawowy obowiązek uważa np. opłacenie prądu, gazu, wody, energii cieplnej i czynszu. Dopiero potem są kredyty. Jeszcze niżej od nich na liście priorytetów są m.in. składki ubezpieczeniowe i opłaty za telefon. Na ostatnich miejscach Polacy wskazują m.in. opłaty za telewizję kablową lub satelitarną.

Takie wyniki badań to nie najlepsza wiadomość dla bankowców, którzy i tak uginają się już pod górą rezerw na niespłacane w terminie przez klientów kredyty. Jak wynika z danych KNF, od stycznia do września bankowcy musieli utworzyć aż 8,2 mld zł nowych rezerw, podczas gdy rok temu o tej porze spisali na straty tylko 2,6 mld zł. Jeśli raty kredytów będą nadal spadały w rankingu najważniejszych zobowiązań Polaków, to trudno liczyć na to, że ten niekorzystny dla bankowców trend szybko się odwróci.

Nic dziwnego, że tylko nieliczne banki - wśród nich m.in. Deutsche Bank PBC i Citi Handlowy - w tym roku przygotowały świąteczne promocje kredytów gotówkowych. Większość banków nie wyrywa się przed szereg, bo coraz większą czkawką odbijają im się kredyty już udzielone, a niespłacane w terminie.

- W wielu gospodarstwach domowych skutki spowolnienia gospodarczego będą widoczne dopiero w przyszłym roku. Na szczęście Polacy coraz ostrożniej podchodzą do zaciągania nowych pożyczek. Od ich rozsądku przed świętami, kiedy pokusa zaciągania nowych, drogich kredytów jest największa, może zależeć sytuacja finansowa wielu rodzin w przyszłym roku - komentuje Ireneusz Kasner, prezes sieci pośredników finansowych Family Finance.

Zostań fanem serwisu Wyborcza.biz na Facebooku

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów