Zobacz też:
Pełna treść listu Na początku listopada minister finansów Jacek Rostowski i minister pracy Jolanta Fedak zaproponowali, by od przyszłego roku OFE dostawały nie 7,3 proc. naszej pensji, lecz jedynie 3 proc. - Zyska państwo. Dzięki zmianom nie będzie musiało bardziej się zadłużać - przekonywali.
- To zamiatanie problemów pod dywan - mówi "Gazecie" prof. Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej. Wraz z byłą wiceminister pracy dr Agnieszką Chłoń-Domińczak i dr. Maciejem Bukowskim z Instytutu Badań Strukturalnych proponują inne rozwiązanie: zmianę sposobu wyliczania zadłużenia państwa.
W miejsce jednej definicji długu publicznego chcą wprowadzić trzy różne. • Całkowity
dług publiczny pokazywałby całość zobowiązań obecnych i przyszłych pokoleń, także tych do tej pory ukrytych. • Nieemerytalny dług publiczny byłby liczony bez obligacji, które mają i będą w przyszłości dostawać OFE. • Emerytalny dług publiczny (różnica między pierwszym a drugim) ujawniałby zobowiązania państwa wobec przyszłych emerytów.
Przy progach ostrożnościowych (odpowiednio 50, 55 i 60 proc.
PKB) brany pod uwagę byłby dług nieemerytalny. Gdyby zastosować go teraz, zadłużenie państwa spadłoby do 45 proc. PKB. - Dzięki temu zyskalibyśmy nawet pięć lat na przeprowadzenie prawdziwej reformy finansów publicznych - mówi prof. Góra.
Twórcy reformy emerytalnej chcą, aby najpierw wprowadzić to rozwiązanie w Polsce, a potem przekonać do tego inne kraje Unii Europejskiej. - To powinien być jeden z priorytetów polskiej prezydencji w UE - mówi prof. Góra. Jego zdaniem nie jesteśmy bez szans, bo podobny problem ma przewodząca teraz Unii
Szwecja, a także przejmujące potem ster
Węgry. - Gdyby udało się przeforsować nasze pomysły, okazałoby się, że większość krajów Unii ma znacznie większe ukryte zobowiązania wobec przyszłych emerytów niż
Polska - dodaje.
Swoje propozycje współtwórcy reformy emerytalnej przekazali ministrowi Rostowskiemu i Michałowi Boniemu, szefowi doradców premiera.