Jesteśmy bliscy zderzenia się ze ścianą - w przyszłym roku, najdalej w 2011,
dług publiczny przebije barierę 55 proc.
PKB. Dotąd Kowalski nie zawracał sobie głowy życiem na kredyt. Ale na obsługę długu państwa wydajemy już osiem razy tyle co na naukę!
Ustawa o finansach publicznych wymusi na rządzie bardzo surowy
budżet w 2012 r. Odczujemy to na własnej skórze. Bez podwyżek w budżetówce, z niskimi podwyżkami emerytur. Być może wzrost podatków.
Alternatywą jest zmiana ustawy, ale na to źle zareagują inwestorzy. I za obsługę długu zapłacimy jeszcze więcej.
Rząd te zagrożenia zna, szykuje lekarstwo. W "Planie rozwoju i konsolidacji finansów publicznych" łączy pomysły na doraźne wyciśnięcie grosza z najlepiej zarabiających (składka rentowa płacona cały rok) z reformami systemowymi: zniesienie przywilejów emerytalnych, wydłużanie wieku emerytalnego, budząca opór PSL poważna reforma KRUS.
Oszczędności nie przyjdą szybko, są rozłożone w czasie. Rząd nie chce np. zrazić policjantów, więc pracować dłużej będą dopiero ci, którzy rozpoczną służbę. Ale lepiej wolno niż wcale.
Czy rząd naprawdę zaryzykuje niepopularne reformy? Czy nie zwycięży "jakoś to będzie"?
Miejmy nadzieję, że Platforma nie myśli: "po nas choćby potop". Przecież sama liczy na ponowne rządzenie po wyborach w 2011 r.