Mimo że od 1998 (kiedy
Rosja przeżywała kryzys gospodarczy) do 2006 roku 50 mln ludzi zdążyło odbić się od finansowego dna, to nadal w krajach postkomunistycznych 40 mln osób żyje poniżej granicy ubóstwa, a 120 mln na jej granicy. W 2010 roku ich sytuacja się nie poprawi, a nawet kolejne osoby spadną na niższy szczebel drabiny społecznej.
Wynika to głównie z tego, że ceny żywności i paliw, czyli podstawowych produktów, będą w przyszłym roku rosnąć, wynika z
raportu Banku Światowego. Dla najbiedniejszych to bardzo zła wiadomość, bo w takich krajach, jak: Białoruś, Mołdawia czy
Ukraina 70-80 proc. dochodów ludzi najbiedniejszych pochłaniają właśnie wydatki na żywność.
Sytuację pogarsza ogromna fala kredytów, jakie obywatele tych krajów zaciągali po transformacji ustrojowej.
W 2008 roku wśród krajów postkomunistycznych najbardziej zadłużona była
Estonia, gdzie prawie 50 proc. gospodarstw domowych miało kredyt. Na drugim i trzecim miejscu były
Chorwacja (ponad 40 proc.) i Łotwa (poniżej 40 proc.). W Polsce w ubiegłym roku kredyt miało ok. 25 proc. rodzin.
Według BŚ wielu z kredytobiorców w przyszłym roku utraci zaś płynność finansową i nie będzie w stanie tych kredytów spłacić. Na Litwie i Węgrzech liczba gospodarstw, które nie będą w stanie spłacić kredytu, wzrośnie o 20 proc. Wynika to głównie ze stale rosnącego bezrobocia.
Luca Borbone, dyrektor ds. redukcji ubóstwa i rozwoju w Europie i Azji Środkowej oraz współautor raportu, zapewnia jednak, że Polskę ten problem ominie.
- Według Banku Światowego
Polska jest wśród tych krajów, które lepiej radzą sobie z kryzysem. Z naszych wyliczeń wynika, że poziom ubóstwa w 2010 roku nie zmieni się tu znacząco w porównaniu z 2008 rokiem, a rozwój ekonomiczny będzie lepszy od krajów postsowieckich i tych z Europy Środkowej - mówi Borbone.