To dobrze, że szef polskiego rządu zdecydował się wziąć na siebie przynajmniej część odpowiedzialności za sukces lub (co bardziej prawdopodobne) porażkę szczytu klimatycznego w Kopenhadze. Rządy, eksperci i międzynarodowe organizacje pozarządowe, choćby słynny Greenpeace, już od kilku miesięcy przyznają, że
Polska, która emituje prawie 8 proc. europejskiego dwutlenku węgla, wyrosła na ważnego gracza w klimatycznych negocjacjach.
Ale nasza rola jest oceniana negatywnie. Czy to się polskiemu premierowi spodoba, czy nie, w Kopenhadze będzie wytykany palcem jako jeden z tych polityków, którzy do tej pory utrudniali porozumienie.
Owszem, premier Tusk wielokrotnie deklarował i w Sejmie, i na forach unijnych, że Polska chce brać odpowiedzialność za klimat. Ale na drugim oddechu od razu dodawał: koszty ponoszone przez polską gospodarkę nie mogą być zbyt duże. Bo przecież Polska - tłumaczył - już w latach 90. zredukowała emisje CO2.
Problem w tym, że nikogo na świecie ten argument już nie przekonuje! Rekordowe redukcje emisji CO2 w krajach Europy Środkowej to efekt naturalnego zastąpienia starych technologii nowymi i upadku przestarzałego przemysłu ciężkiego, który tak czy siak musiał zginąć, bo był ekonomiczną aberracją.
Dziś w negocjacjach klimatycznych liczy się zupełnie co innego: to, co Polska robi teraz. Także na swoim własnym podwórku. A tu już nie mamy się czym chwalić. Rząd Donalda Tuska, mimo proekologicznej retoryki, nie podjął nawet skromnych działań, które przy niewielkich kosztach dałyby duże efekty.
¨ Dlaczego rząd tak słabo promuje energooszczędne technologie w budownictwie? W przyszłorocznym
budżecie na fundusz termomodernizacji (popularne dotacje na np. ocieplenie domu) nie zaplanowano ani złotówki!
¨ Dlaczego świadectwa energetyczne dla budynków - teoretycznie obowiązkowe - są tak skonstruowane, że laik nie zrozumie z nich nic, a poza tym w ogóle nie są egzekwowane? Doszło do takich absurdów, że świadectwo energetyczne - mające rzekomo promować
mieszkania i
domy energooszczędne - można kupić w internecie za 150 zł od "eksperta", który "badanego" domu nawet na oczy nie widział.
¨ Dlaczego Ministerstwo Gospodarki do dziś nie potrafiło rozwiązać problemu przyłączania do sieci elektroenergetycznych nowych instalacji wytwarzających "zielony" prąd, zwłaszcza nowych farm wiatrowych?
¨ Dlaczego ten sam resort do dziś nie przedstawił analizy, w której wytłumaczono by Polakom, jaki będzie faktyczny koszt wdrożenia unijnego "Pakietu energetyczno-klimatycznego"?
¨ Dlaczego polski rząd w negocjacjach na szczeblu unijnym koncentrował się przede wszystkim na tym, żeby nasza składka na fundusz pomocowy dla krajów biednych była jak najniższa (choć od samego początku w grę wchodziły niewielkie kwoty liczone w milionach euro)?
¨ I dlaczego teraz głównym celem polskiej delegacji w Kopenhadze ma być zablokowanie pomysłu, by UE zobowiązała się ograniczyć emisje CO2 o 30 proc. zamiast o 20 proc.?
Polski rząd wciska klimatyczny hamulec, bo pewnie boi się, że Polacy nie zaakceptują kosztów transformacji gospodarczej - koniecznej, by emitować mniej gazów cieplarnianych.
Panie premierze, więcej wiary! Z zamówionego przez "Gazetę" sondażu wynika, że zdecydowana większość rodaków godzi się na walkę ze zmianami klimatycznymi, nawet gdyby miało to oznaczać wyższe rachunki za prąd i spowolnienie gospodarcze. Ba, ponad 61 proc. ankietowanych Polaków jest gotowych zaakceptować droższy prąd, ogrzewanie i paliwo dla samochodów, jeśli to pomoże ograniczyć emisję dwutlenku węgla.
Nie po raz pierwszy wyborcy okazują się nieco odważniejsi od polityków.