Konrad Niklewicz: Dlaczego mamy wierzyć w zmiany klimatyczne? Przecież pierwszy śnieg w tym roku spadł już w październiku. Czy przypadkiem ktoś nie próbuje wymusić na nas kosztownych i niepotrzebnych zmian w gospodarce? Prof. Maciej Nowicki: W latach 70. kupiłem
narty biegówki. I w warszawskim parku Skaryszewskim zdarzyło mi się parę razy na tych nartach biegać. Niestety, od tego czasu moje narty stoją pod ścianą. Bo w ciągu ostatnich 30 lat śniegu spada tyle co nic - może poza jedną czy dwiema zimami.
Ale oczywiście można powiedzieć, że to zbyt wyrywkowe obserwacje. Wolę więc odpowiedzieć jak fizyk: owszem, ocieplenie atmosfery Ziemi jest faktem, bo to jest konsekwencja tego, że atmosfera Ziemi akumuluje coraz więcej energii. Każda cząsteczka dwutlenku węgla, metanu, podtlenku azotu i pary wodnej ma taką właściwość, że absorbuje energię z promieniowania podczerwonego. A tak się składa, że to właśnie w tym paśmie energia jest emitowana przez powierzchnię ziemi. Czyli im więcej cząsteczek tych gazów, tym więcej energii zostanie w atmosferze ziemskiej i nie ucieknie w kosmos.
To fizyka. Ale jaka w tym wina człowieka, cywilizacji? Klimat zmieniał się, odkąd istnieje Ziemia. - Tak, to prawda, ale istnieje coś takiego jak obieg węgla w przyrodzie. Rośliny emitują CO2, ale również go pochłaniają w procesie fotosyntezy. CO2 rozpuszcza się też w wodzie mórz, ale węgiel stanowiący składnik organizmów morskich osiada na dnie morza. Na lądzie powstaje próchnica, bo CO2 jest zatrzymywany w materii organicznej itd. Przez miliony lat węgiel "uwięziony" w roślinach był magazynowany pod ziemią.
Aż przyszedł człowiek. I to on zaczął eksploatować ten węgiel także jako ropę i gaz spod ziemi. W mgnieniu oka zaczął wyrzucać do atmosfery (np. w postaci spalin) to, co natura magazynowała przez setki milionów lat. Z perspektywy Ziemi ostatnie 100-200 lat to jest właśnie mgnienie oka. Ludzkość co roku emituje do atmosfery ok. 30 mld ton czystego CO2!
Naturalny cykl obiegu węgla przez działalność człowieka został zakłócony. Zaczynamy wpadać w spiralę, bo jedna niebezpieczna zmiana wyzwala kolejną, jeszcze bardziej negatywną: jeżeli podnosi się temperatura oceanów - a zostało zmierzone, że podniosła się o 0,8 stopnia! To zgodnie z prawami fizyki wraz ze wzrostem temperatury wody zmniejsza się rozpuszczalność w niej gazów, a więc i CO2. Jest też coraz intensywniejsze parowanie wody. A para wodna to bardzo mocny gaz cieplarniany.
Już teraz mamy doniesienia z Kanady i z rosyjskiej tajgi, że wieczna zmarzlina topnieje. A pod spodem są bagna. Gdy się roztapiają, uruchamiają fermentację metanową, która też będzie przyspieszać ocieplenie - bo metan jest dwadzieścia parę razy silniejszym gazem cieplarnianym niż CO2.
W poprzednich epokach geologicznych nie było takiego stężenia dwutlenku węgla, jaki dziś obserwujemy. Międzynarodowy panel naukowy IPCC pisze, że przez ostatnie 140 tys. lat (a inni - że od 500 tys. lat) stężenie CO2 nie przekraczało 300 ppm, czyli 0, 03 proc. składu atmosfery. Teraz w ciągu kilku dekad doszliśmy do 385 ppm. I to jest efekt działalności człowieka.
Na pewno? Część ekspertów twierdzi, że "ludzki" CO2 to tylko 4 proc. całego dwutlenku węgla w atmosferze. I że więcej niż człowiek emitują wulkany. - A z czego one biorą ten CO2? Czy Etna, wciąż czynny wulkan we Włoszech, emituje CO2? Nie emituje. Tak samo gejzery - one też nie emitują CO2.
A co z aktywnością słońca? W internecie jest całe mnóstwo opinii podpisywanych przez osoby z tytułami profesorskimi, że słońce ma większy wpływ na klimat niż cała ludzka cywilizacja. - A ja także w internecie znalazłem inną informację. Że aktywność słońca może mieć wpływ na wzrost albo obniżenie temperatury na powierzchni Ziemi rzędu plus minus 0,2 stopnia Celsjusza. Tymczasem temperatura wzrosła (od 1906 r.) o mniej więcej 0,7 stopnia.
No to mamy profesora przeciwko profesorowi. I komu tu wierzyć? - No właśnie, komu? Zresztą załóżmy nawet, że nie przestajemy wierzyć w zmiany klimatyczne. Zastanówmy się, czy warto zmieniać system energetyczny w Polsce.
Koszty będą ogromne. Naprawdę warto? - Tak! Bo nasz system energetyczny jest przestarzały. W ciągu dziesięciu lat 40-50 proc. bloków energetycznych trzeba będzie wyrzucić na złom i zbudować nowe elektrownie. Musimy więc zadać sobie pytania: Czy budować nowe elektrownie? I jakie? Ile węglowych? Na węgiel kamienny czy brunatny? Czy energetyka jądrowa w przyszłości powinna uzupełnić, a może nawet zastąpić węgiel?
Dywersyfikacja energetyki jest w interesie Polski. Odnawialne źródła energii mają swoje ograniczenia, ale mogą uzupełnić nasz bilans. Warto stopniowo odchodzić od węgla i 10-20 proc. energii czerpać ze źródeł odnawialnych, a 20 proc. z energetyki jądrowej.
Równie dobrze możemy postawić kolejne elektrownie węglowe. Wyjdzie taniej. - To mit! Elektrociepłownia na biomasę jest najtańszą inwestycją zarówno jeśli chodzi o budowę, jak i eksploatację, o ile w okolicy dysponujemy biopaliwem. Nowoczesne elektrownie węglowe wykorzystujące parę wodną przegrzaną do 600 stopni też są bardzo drogie, gdyż będą musiały separować CO2 od gazów odlotowych i składować go głęboko pod ziemią.