Andrzej Kublik: Nowa umowa gazowa rządów Polski i Rosji będzie na Gwiazdkę? Waldemar Pawlak: Na Gwiazdkę będzie gaz, ale nie wiem, czy będzie umowa. (Po opublikowaniu tego wywiadu polsko-rosyjska umowa została
uzgodniona.
W ostatni czwartek po kolejnej rundzie negocjacji Ministerstwo Gospodarki informowało: bliżej w sprawie podpisania umowy w sprawie dostaw gazu. Cztery dni później powiedział pan: "Porozumienie jest nieco dalej". - Kiedy na początku roku zaczynały się rozmowy, wiceminister Joanna Strzelec-Łobodzińska poprosiła naszych partnerów z Rosji, aby położyli na stół wszystkie sprawy do dyskusji. Bo w tych negocjacjach ciągle pojawiają się nowe tematy. Tak było np. w lipcu. Więc kiedy w ostatni czwartek pojawiły się nowe elementy, przekazaliśmy, że jeśli strona rosyjska podtrzyma ten szerszy zakres dyskusji, to my też włączymy do nich nowe elementy. Zależy nam na tym, by nie być zakładnikiem takiej sytuacji, że jak już coś uzgodnimy, to pojawiają się nowe propozycje i oczekiwania na dalsze ustępstwa.
O co poszło? - Ostatnio o próbę przeniesienia na wyższy poziom tego, co Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo oraz Gazprom mogą uzgodnić między sobą. Nie ma powodu, żeby na poziom międzyrządowy przenosić zbyt wiele szczegółowych rozstrzygnięć, które można uzgodnić na poziomie korporacyjnym. Zachowuję cierpliwość, bo Rosjanie są mistrzami
gry na krawędzi, jak to się mówi w teorii negocjacji. Można powiedzieć, że nam sprzyja opatrzność, bo cały listopad i początek grudnia są wyjątkowo ciepłe. A to znaczy, że zużycie gazu będzie znacznie mniejsze.
Co udało się już ustalić z Rosjanami? - Jednym z punktów jest zapewnienie dostaw gazu do Polski, szczególnie do połowy 2014 r., kiedy mamy ewidentny deficyt w bilansie zaopatrzenia w gaz. Rosjanie podnosili sprawy kosztów przesyłu gazociągiem tranzytowym, który należy do EuRoPol Gazu, spółki PGNiG i Gazpromu. Przyjęliśmy rozwiązanie, które zapewni EuRoPol Gazowi 21 mln zł zysku netto rocznie. To jest minimum, które pozwala spokojnie funkcjonować spółce i daje równowagę: Rosjanie mają niższą taryfę, a my pewność dostaw gazu po rozsądnej cenie.
To dziwnie brzmi, jeśli rządy ustalają zysk netto spółki. To przecież także ustalanie wysokości opodatkowania tej firmy. - Nie. W prawie energetycznym jest formuła dotycząca zwrotu z kapitału. I inaczej biznes wygląda, kiedy przewidujemy inwestycje na odtworzenie majątku firmy, a inaczej, kiedy decydujemy się wyeksploatować infrastrukturę do cna, bez jej modernizacji i odbudowy. Dla Rosjan zaangażowanych w gazociąg Nord Stream to będzie trudna sytuacja. Sfinansowanie projektów Nord Stream czy South Stream będzie wymagać sporych kapitałów i nie wykluczałbym, że za jakiś czas wrócimy do sprawy budowy drugiej nitki Jamału przez Polskę - bo to bardziej opłacalne. Dziś niewątpliwie jest to technicznie najprostsze rozwiązanie, które pozwała tanio dostarczać gaz do Europy Zachodniej.
20 lat dywersyfikowania W 1990 r. Sejm podjął uchwałę o dywersyfikacji dostaw gazu. Minęło prawie 20 lat, a jesteśmy w tym samym miejscu. - Zastanówmy się, co jest celem, żeby nie stawiać wozu przed koniem. Czasami mam wrażenie, że u nas dyskusja o dywersyfikacji wyprzedza realia. Chodzi o bezpieczeństwo energetyczne, czyli pewność dostaw po akceptowalnej cenie, czy o dywersyfikację? Jeżeli bierzemy pod uwagę pewność dostaw, to skupiajmy się na obszarach, które mogą nam zapewnić pewność dostaw po rozsądnych cenach.
U nas gaz to ok. 12 proc. całości źródeł energii pierwotnej, z czego jedna trzecia to produkcja krajowa. W dramatycznej sytuacji moglibyśmy się bez gazu obyć i nie będzie katastrofy.
Oczywiście w gabinetach politycznych strategów można wszystko dywersyfikować i rysować strzałki ma mapach. Ale jak potem przyjdzie do zakupu i będziemy mieli do wyboru gaz tańszy i droższy, to który ludzie wybiorą? Dywersyfikacja doprowadzona do absurdu wymaga, by doprowadzić do każdego domu cztery rury: jedną idzie gaz z Rosją, drugą - krajowy, trzecią - biogaz, a czwartą - gaz skroplony.
Wcale tak nie trzeba robić. Grecja jest zbliżona do nas pod względem rozwoju gospodarczego i w energetyce także uzależniona od węgla. A gaz Grecy kupują z Rosji, Azerbejdżanu i mają gazoport. - Grecja jest położona w takim miejscu, gdzie łatwo o tę techniczną dywersyfikację przy zachowaniu zdrowego rozsądku co do cen.
Jako jedyne państwo b. bloku wschodniego w Europie Środkowej mamy tak szeroki dostęp do morza. - Dlatego budujemy gazoport. Najzabawniejsze, że miłośnicy gazoportu w PGNiG za poprzedniego rządu przez dwa lata nie potrafili wyjść z bloków startowych. Ekipa Polskiego LNG, czyli spółki odpowiedzialnej za budowę gazoportu, nie wyszła nawet poza studium wykonalności, przygotowanie podstawowych dokumentów projektowych. Prace ruszyły, kiedy minister skarbu Aleksander Grad dokonał zmian w PGNiG, a potem przeniesiono Polskie LNG z PGNiG do Gaz-Systemu, dokonano zmian w tej spółce i wprowadzono ustawę o budowie gazoportu. Ukończenie gazoportu w czerwcu 2014 r. jest technicznie wykonalne.