Polacy lubią śmieci cz.1
Artur Włodarski, zdjęcia: Piotr Strzyga
2009-12-08, ostatnia aktualizacja 2009-12-09 21:50
Dbamy o nie, jak nikt w Europie. Nie chcemy ich oddawać do sortowni czy spalarni. Wolimy, by spoczywały w spokoju. Najlepiej na jakiejś cichej, leśnej polanie. Raport: Co robimy z odpadami, cz. 1
ZOBACZ TAKŻE
- Rada Ministrów rozpoczęła prace nad ustawą odpadową (10-07-10, 01:00)
- Pozamiatane, czyli wielka czystka w Legionowie (20-06-10, 10:00)
- Rz: Istnienie spalarni odpadów wisi na włosku (05-06-10, 10:49)
- Wpuszczeni w azbest - skutki kontrowersyjnej ustawy (12-03-10, 18:00)
- Jak nie utonąć w śmieciach (02-03-10, 20:55)
- Recyklerzy niezadowoleni z nowej ustawy (19-01-10, 08:32)
- Podskórna walka o odpady medyczne (23-12-09, 19:48)
- Polacy lubią śmieci, cz.2: Kuracja przeczyszczająca (15-12-09, 15:00)
- Warszawa utonie w śmieciach jak Neapol? (29-09-09, 10:00)
- Nie będzie opłat za jednorazowe plastikowe torebki (25-08-09, 21:03)
RAPORTY
KONKURS: Śmieci niczyje
Są wszędzie, i to widać. Zwłaszcza gdy się niedawno wróciło z zagranicy. Jak pan Piotr, mieszkaniec podwarszawskich Kątów. Powoli się przyzwyczaja, ale ilekroć ma gościć znajomych z Austrii i Szwajcarii, przegląda okoliczne ścieżki. Bo goście lubią biegać, a on nie chce, by jak ostatnio, odkryli hałdę śmieci pośrodku lasu.
O tym, że może być dużo gorzej, przekonał się pan Jan, który w Babicach kupił okazyjnie tanio popegeerowski majątek. Wiercąc studnię, odkrył, że owa posiadłość jest w istocie dzikim wysypiskiem śmieci sięgającym 2,5 metra w głąb. Koszt oczyszczenia i rekultywacji terenu uczynił owo "okazyjnie tanio" nieaktualnym.
Od kiedy wzrosły ceny za wywóz śmieci, jest ich więcej w lasach, przy drogach, a niebawem będzie i w powietrzu, bo - jak to zimą - spora ich część wyląduje w domowych piecach i kominkach. Śmieci nas osaczają, demaskują i poniekąd definiują.
- Będziesz o nich pisał? Powodzenia - ostrzegła koleżanka po fachu. - W tej branży wszyscy kłamią. Zobaczysz.
I faktycznie. Proste pytania - pokrętne odpowiedzi. Uniki, przemilczenia i półprawdy. Po miesiącu już wiedziałem, że worki ze śmieciami kryją wszystkie polskie paranoje. Kiszą się w nich fobie, układy i układziki. Niestałość przepisów, konflikty interesów i rozgrywki polityków. Chcesz ocenić, jak społeczeństwo jest zorganizowane i wyedukowane? Sprawdzić, co robi ze śmieciami. Wystarczy porównać, jak się je traktuje w Skandynawii, w Chinach czy nawet na północy i południu Włoch, by dostrzec, jak czuły jest śmieciowy papierek lakmusowy i jak trafne są jego wskazania.
A gdzie kończą nasze śmieci? Są trzy możliwości: sortownia, spalarnia i wysypisko. Postanowiłem prześledzić, jaki los spotkał moje pieczołowicie posortowane śmieci.
***
A konkretnie pojemnik po kefirze, który właśnie ląduje w koszu. Choć wciąż lśniący i czyściutki jest już śmieciem. O przepraszam - odpadem, i to nie byle jakim. Śnieżnobiała butelka to polistyren. A korek zielony jak szczypiorek to tzw. polietylen małej gęstości. Skąd to wiem? Z oznaczeń na denkach, a konkretnie cyferek - 6 i 4. Jest tam też coś w rodzaju testamentu. To trójkącik ze strzałkami, mający rozwiać wątpliwości, co zacz i co należy z tym zrobić. A więc? Skoro jest to idealny materiał do recyklingu, tak też powinien skończyć - obrócić się w regranulat, w który wtryskarka tchnie drugie życie w formie krzesła ogrodowego, podkładu kolejowego czy zabawki. Dostanie tę szansę? W myśl zasady zrównoważonego rozwoju (nie obciążaj środowiska, czyli żyj tak, jakby cię nie było) i umowy podpisanej z odbiorcą śmieci płuczę butelkę i wrzucam do worka "na plastiki". Czekamy na śmieciarkę. Przyjechała, pojechała, a ja za nią.
***
Zapraszamy do śmieciarki
Ponieważ jazda za śmieciarką (fachowo zwaną samochodem bezpyłowym) tylko z początku jest ekscytująca, wspomnę krótko o ewolucji śmieci. Kiedyś ich nie było. To znaczy były, ale nie stanowiły problemu, bo nim zaczęły stanowić, to albo się rozłożyły, albo my byliśmy już gdzie indziej. Dopiero kiedy ludzie się osiedlili (neolit, 6500 lat temu), musieli żyć wraz z nimi. A raczej na nich, bo śmieci spadały na ziemię, stopniowo podnosząc poziom placów i ulic pierwszych miast. Potem, gdy śmieci zaczęły drażnić nasze nosy, wpadliśmy na pomysł, by wywozić je za miasto (500 lat przed naszą erą Ateńczycy wyznaczyli pierwsze składowiska). I można powiedzieć, że w Polsce niewiele się od tego czasu zmieniło.
Zmieniły się za to śmieci, i to na naszych oczach. Przede wszystkim ubyło szkła - młodsze pokolenie zna roznosicieli mleka już chyba tylko z filmów Kieślowskiego. A gdy na klatkach schodowych ucichł brzęk butelek, w sklepach nastała era plastiku i kult opakowania. Abyśmy nie przeoczyli (albo nie wynieśli w kieszeni) baterii, tubek z klejem czy też innych drobiazgów, zaczęto przytwierdzać je do płacht tektury służących za wieszaki. Chcąc podnieść rangę artykułów, producenci zwykli pakować je po klika razy, najpierw w tubkę lub słoiczek, potem w kartonik, a wszystko to jeszcze w celofan. Przerost formy nad treścią najlepiej widać w branży kosmetycznej, gdzie z dużego pudełka niczym z matrioszki wylatuje maleńki słoiczek kremu czy flakonik perfum. Kupujesz, otwierasz i masz stertę śmieci do wyrzucenia, bo wszystko - od torby do butelki - jest jednorazowe. Fakt, Coca-Cola eksperymentowała z plastikowymi butelkami wielokrotnego użytku, za które dostawało się kaucję. W Niemczech się przyjęły, u nas - nie. Głównie z powodu kiepskich dróg (bo jadąc z powrotem do rozlewni, taka butelka obija się i niszczy) oraz fantazji naszych rodaków, którzy wypełniali je, czym popadnie (ponieważ w przeciwieństwie do szkła plastik absorbuje zapach, czujniki w rozlewniach odrzucały butelki "pachnące" pestycydami, benzyną, olejem czy moczem). Nie mamy też powszechnych na Zachodzie automatów, które połykają PET, skanują jego kod kreskowy i wypluwają paragon, z którym idzie się do kasy po zwrot 10-25 eurocentów za butelkę. W efekcie prawie wszystkie plastiki skazane są u nas na śmieciarkę. By się nimi nie zadławiła, w środku metalowa płyta zgniata je w proporcji 5:1.
***
Kiedy tak jechałem za samochodem bezpyłowym (nie taki znowu on "bezpyłowy"), jeszcze nie wiedziałem, że każdy pokonuje nawet 150 km dziennie, jadąc po jeden worek nieraz i dwa kilometry. W to, że zużywa przy tym 80 litrów paliwa, uwierzyłem łatwiej i zrozumiałem, skąd się wziął mit, jakoby śmieciarki paliły śmieci. Miałem też nadzieję ostatecznie wyjaśnić bulwersujący fakt mieszania posortowanych śmieci (a więc papier, szkło, metale i plastik) z niewiele wartymi odpadami komunalnymi (obierki, skorupki, pudełka po pizzy czy stare skarpetki). Po co je rozdzielać, skoro znikają w tej samej paszczy?
Obawiając się, że zostanę zdemaskowany, zwiększyłem dystans i przedobrzyłem. Śmieciarka zniknęła. Tyle śledzenia na nic? Na szczęście zostawiła ślady, co - jak pamiętałem z lektury Winnetou - dawało pewne szanse. I faktycznie. Błotnisty trop urywał się co prawda na drodze Piaseczno - Góra Kalwaria, ale po drugiej stronie ujrzałem coś, co brzmiało jak zaproszenie: "Łubna. Składowisko odpadów". Podążając za drogowskazem, przeniosłem się w inny świat.
***
Świat surowców wtórnych. Stan parających się ich skupem obiektów wskazuje, że nie jest to dziś żyła złota. Podobnie jak i ceny wypisane kredą na zmurszałej dykcie. Choć było gorzej. Rok temu przekonała się o tym nauczycielka oraz dzieci, które zachęciła do zbierania makulatury. To miała być praktyczna lekcja ekologii: sprzedamy papier, a za to, co dostaniemy, kupimy i posadzimy drzewka. Niestety, dziecięcy entuzjazm, który pozwolił zebrać pół tony makulatury, opadł przy kasie punktu skupu w Olsztynie, gdzie owoc kilkumiesięcznej zbiórki wyceniono na 5 zł i 40 groszy. Za mało choćby na sadzonkę. Z lekcji ekologii wyszła lekcja ekonomii. Ogólnoświatowy kryzys poprzedzony załamaniem się chińskiego apetytu na surowce wtórne po olimpiadzie w Pekinie mógł też załamać nerwowo tych, którzy żyją ze zbierania i skupu makulatury (8-15 gr/kg), butelek PET (35-50 gr/kg), złomu stalowego (40-60 gr/kg) czy nawet kolorowego (2-4 zł/kg). Ceny wróciły do poziomu sprzed 10 lat, kiedy to ani rynek, ani klienci nie byli tak kapryśni (weźmy np. makulaturowy papier toaletowy - dziś delikatny jak chusteczka higieniczna, kiedyś mógł służyć do peelingu ). W efekcie gros surowców wtórnych ląduje dziś na składowisku.
Metan, mewy i torebki, czyli śmieciowa Wólka Węglowa
***
Są wszędzie, i to widać. Zwłaszcza gdy się niedawno wróciło z zagranicy. Jak pan Piotr, mieszkaniec podwarszawskich Kątów. Powoli się przyzwyczaja, ale ilekroć ma gościć znajomych z Austrii i Szwajcarii, przegląda okoliczne ścieżki. Bo goście lubią biegać, a on nie chce, by jak ostatnio, odkryli hałdę śmieci pośrodku lasu.
O tym, że może być dużo gorzej, przekonał się pan Jan, który w Babicach kupił okazyjnie tanio popegeerowski majątek. Wiercąc studnię, odkrył, że owa posiadłość jest w istocie dzikim wysypiskiem śmieci sięgającym 2,5 metra w głąb. Koszt oczyszczenia i rekultywacji terenu uczynił owo "okazyjnie tanio" nieaktualnym.
Od kiedy wzrosły ceny za wywóz śmieci, jest ich więcej w lasach, przy drogach, a niebawem będzie i w powietrzu, bo - jak to zimą - spora ich część wyląduje w domowych piecach i kominkach. Śmieci nas osaczają, demaskują i poniekąd definiują.
- Będziesz o nich pisał? Powodzenia - ostrzegła koleżanka po fachu. - W tej branży wszyscy kłamią. Zobaczysz.
I faktycznie. Proste pytania - pokrętne odpowiedzi. Uniki, przemilczenia i półprawdy. Po miesiącu już wiedziałem, że worki ze śmieciami kryją wszystkie polskie paranoje. Kiszą się w nich fobie, układy i układziki. Niestałość przepisów, konflikty interesów i rozgrywki polityków. Chcesz ocenić, jak społeczeństwo jest zorganizowane i wyedukowane? Sprawdzić, co robi ze śmieciami. Wystarczy porównać, jak się je traktuje w Skandynawii, w Chinach czy nawet na północy i południu Włoch, by dostrzec, jak czuły jest śmieciowy papierek lakmusowy i jak trafne są jego wskazania.
A gdzie kończą nasze śmieci? Są trzy możliwości: sortownia, spalarnia i wysypisko. Postanowiłem prześledzić, jaki los spotkał moje pieczołowicie posortowane śmieci.
***
A konkretnie pojemnik po kefirze, który właśnie ląduje w koszu. Choć wciąż lśniący i czyściutki jest już śmieciem. O przepraszam - odpadem, i to nie byle jakim. Śnieżnobiała butelka to polistyren. A korek zielony jak szczypiorek to tzw. polietylen małej gęstości. Skąd to wiem? Z oznaczeń na denkach, a konkretnie cyferek - 6 i 4. Jest tam też coś w rodzaju testamentu. To trójkącik ze strzałkami, mający rozwiać wątpliwości, co zacz i co należy z tym zrobić. A więc? Skoro jest to idealny materiał do recyklingu, tak też powinien skończyć - obrócić się w regranulat, w który wtryskarka tchnie drugie życie w formie krzesła ogrodowego, podkładu kolejowego czy zabawki. Dostanie tę szansę? W myśl zasady zrównoważonego rozwoju (nie obciążaj środowiska, czyli żyj tak, jakby cię nie było) i umowy podpisanej z odbiorcą śmieci płuczę butelkę i wrzucam do worka "na plastiki". Czekamy na śmieciarkę. Przyjechała, pojechała, a ja za nią.
***
Zapraszamy do śmieciarki
Ponieważ jazda za śmieciarką (fachowo zwaną samochodem bezpyłowym) tylko z początku jest ekscytująca, wspomnę krótko o ewolucji śmieci. Kiedyś ich nie było. To znaczy były, ale nie stanowiły problemu, bo nim zaczęły stanowić, to albo się rozłożyły, albo my byliśmy już gdzie indziej. Dopiero kiedy ludzie się osiedlili (neolit, 6500 lat temu), musieli żyć wraz z nimi. A raczej na nich, bo śmieci spadały na ziemię, stopniowo podnosząc poziom placów i ulic pierwszych miast. Potem, gdy śmieci zaczęły drażnić nasze nosy, wpadliśmy na pomysł, by wywozić je za miasto (500 lat przed naszą erą Ateńczycy wyznaczyli pierwsze składowiska). I można powiedzieć, że w Polsce niewiele się od tego czasu zmieniło.
Zmieniły się za to śmieci, i to na naszych oczach. Przede wszystkim ubyło szkła - młodsze pokolenie zna roznosicieli mleka już chyba tylko z filmów Kieślowskiego. A gdy na klatkach schodowych ucichł brzęk butelek, w sklepach nastała era plastiku i kult opakowania. Abyśmy nie przeoczyli (albo nie wynieśli w kieszeni) baterii, tubek z klejem czy też innych drobiazgów, zaczęto przytwierdzać je do płacht tektury służących za wieszaki. Chcąc podnieść rangę artykułów, producenci zwykli pakować je po klika razy, najpierw w tubkę lub słoiczek, potem w kartonik, a wszystko to jeszcze w celofan. Przerost formy nad treścią najlepiej widać w branży kosmetycznej, gdzie z dużego pudełka niczym z matrioszki wylatuje maleńki słoiczek kremu czy flakonik perfum. Kupujesz, otwierasz i masz stertę śmieci do wyrzucenia, bo wszystko - od torby do butelki - jest jednorazowe. Fakt, Coca-Cola eksperymentowała z plastikowymi butelkami wielokrotnego użytku, za które dostawało się kaucję. W Niemczech się przyjęły, u nas - nie. Głównie z powodu kiepskich dróg (bo jadąc z powrotem do rozlewni, taka butelka obija się i niszczy) oraz fantazji naszych rodaków, którzy wypełniali je, czym popadnie (ponieważ w przeciwieństwie do szkła plastik absorbuje zapach, czujniki w rozlewniach odrzucały butelki "pachnące" pestycydami, benzyną, olejem czy moczem). Nie mamy też powszechnych na Zachodzie automatów, które połykają PET, skanują jego kod kreskowy i wypluwają paragon, z którym idzie się do kasy po zwrot 10-25 eurocentów za butelkę. W efekcie prawie wszystkie plastiki skazane są u nas na śmieciarkę. By się nimi nie zadławiła, w środku metalowa płyta zgniata je w proporcji 5:1.
***
Kiedy tak jechałem za samochodem bezpyłowym (nie taki znowu on "bezpyłowy"), jeszcze nie wiedziałem, że każdy pokonuje nawet 150 km dziennie, jadąc po jeden worek nieraz i dwa kilometry. W to, że zużywa przy tym 80 litrów paliwa, uwierzyłem łatwiej i zrozumiałem, skąd się wziął mit, jakoby śmieciarki paliły śmieci. Miałem też nadzieję ostatecznie wyjaśnić bulwersujący fakt mieszania posortowanych śmieci (a więc papier, szkło, metale i plastik) z niewiele wartymi odpadami komunalnymi (obierki, skorupki, pudełka po pizzy czy stare skarpetki). Po co je rozdzielać, skoro znikają w tej samej paszczy?
Obawiając się, że zostanę zdemaskowany, zwiększyłem dystans i przedobrzyłem. Śmieciarka zniknęła. Tyle śledzenia na nic? Na szczęście zostawiła ślady, co - jak pamiętałem z lektury Winnetou - dawało pewne szanse. I faktycznie. Błotnisty trop urywał się co prawda na drodze Piaseczno - Góra Kalwaria, ale po drugiej stronie ujrzałem coś, co brzmiało jak zaproszenie: "Łubna. Składowisko odpadów". Podążając za drogowskazem, przeniosłem się w inny świat.
***
Świat surowców wtórnych. Stan parających się ich skupem obiektów wskazuje, że nie jest to dziś żyła złota. Podobnie jak i ceny wypisane kredą na zmurszałej dykcie. Choć było gorzej. Rok temu przekonała się o tym nauczycielka oraz dzieci, które zachęciła do zbierania makulatury. To miała być praktyczna lekcja ekologii: sprzedamy papier, a za to, co dostaniemy, kupimy i posadzimy drzewka. Niestety, dziecięcy entuzjazm, który pozwolił zebrać pół tony makulatury, opadł przy kasie punktu skupu w Olsztynie, gdzie owoc kilkumiesięcznej zbiórki wyceniono na 5 zł i 40 groszy. Za mało choćby na sadzonkę. Z lekcji ekologii wyszła lekcja ekonomii. Ogólnoświatowy kryzys poprzedzony załamaniem się chińskiego apetytu na surowce wtórne po olimpiadzie w Pekinie mógł też załamać nerwowo tych, którzy żyją ze zbierania i skupu makulatury (8-15 gr/kg), butelek PET (35-50 gr/kg), złomu stalowego (40-60 gr/kg) czy nawet kolorowego (2-4 zł/kg). Ceny wróciły do poziomu sprzed 10 lat, kiedy to ani rynek, ani klienci nie byli tak kapryśni (weźmy np. makulaturowy papier toaletowy - dziś delikatny jak chusteczka higieniczna, kiedyś mógł służyć do peelingu ). W efekcie gros surowców wtórnych ląduje dziś na składowisku.
Metan, mewy i torebki, czyli śmieciowa Wólka Węglowa
***
Źródło: Gazeta Wyborcza
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4.7
62 głosy
Przeczytaj 50 komentarzy na Forum
Pobierz aplikację Wyborcza.biz na:




więcej zdjęć








