Greckie władze do ostatniego momentu ukrywały wielkość kryzysu gospodarczego. Tymczasem w kraju w zastraszającym tempie rośnie
deficyt budżetowy i
dług publiczny. Powołany na jesieni nowy rząd ogłosił deficyt sektora finansów publicznych, który przekroczy 12 proc.
PKB. Dług publiczny w tym roku według prognoz Komisji Europejskiej sięgnie 112,6 proc. PKB, a w 2011 r. przekroczy 135 proc.
W poniedziałek agencja Standard & Poor's wydała komunikat, w którym informuje o umieszczeniu długoterminowego ratingu Grecji na poziomie "A minus" na liście obserwacyjnej z możliwością obniżenia.
Druga z agencji -
Fitch - poinformowała natomiast o obniżeniu jej długoterminowego ratingu do poziomu "BBB plus" z "A minus", z perspektywą negatywną.
- Obniżenie ratingu odzwierciedla obawy o stan finansów publicznych w średnim okresie, biorąc pod uwagę słabą wiarygodność instytucji finansowych oraz sytuację polityczną w Grecji, a dodatkowo niepewność co do perspektyw zrównoważonego i trwałego ożywienia gospodarki - głosi komunikat Fitch, na który powołuje się agencja Reuters.
Na rynku pojawiają się spekulacje o możliwej niewypłacalności Grecji, a niektóre gazety, np. brytyjski "Guardian", piszą, że
Grecja może być kolejną Islandią, czyli krajem będącym w poważnych tarapatach finansowych.
Grecki minister finansów George Papaconstantinou mówi, że plotki o niewypłacalności Grecji to "działalność spekulacyjna". O kłopoty oskarża też poprzedni rząd.
We wtorek akcje greckich banków silnie traciły na wartości. O godzinie 13.01 indeks ateńskiej giełdy Athens General tracił 3,9 procent, zaś subindeks Financial Times dla greckich banków zniżkował o 5,94 procent.
Władze Grecji ukrywały kryzys. Teraz odbija się to czkawką