Rating Grecji na poziomie BBB+ z perspektywą negatywną jest gorszy niż Polski, której gospodarkę agencja
Fitch ocenia na A-. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że
Grecja jest członkiem
strefy euro. Jeszcze do niedawna wydawało się, że posiadanie wspólnej waluty to gwarancja bezpieczeństwa finansowego. Teraz to już wcale nie jest takie pewne.
Grecja boryka się z ogromnym
długiem publicznym, który w tym roku sięgnie zdaniem Komisji Europejskiej 112,6 proc.
PKB, a w 2011 r. przekroczy 135 proc. Greckie władze w ostatnim czasie bardzo mocno zrewidowały w górę przewidywania dotyczące tegorocznego deficytu sektora finansów publicznych. We wrześniu rząd szacował go na 6 proc. PKB. Ale po wyborach w październiku nowy rząd ogłosił, że przekroczy 12 proc. PKB.
Nic dziwnego, że o kondycję greckiej gospodarki coraz bardziej boją się inwestorzy. We wtorek główny indeks na giełdzie w Atenach stracił aż 6 proc., najwięcej w Europie. Spadki spowodowało obniżenie ratingu przez Fitch i ostrzeżenie agencji Standard & Poor's, że Grecja jest najbardziej zagrożona destabilizacją sektora finansowego spośród krajów rozwiniętych Europy.