Jeśli polski system emerytalny nie zostanie zreformowany, czeka nas katastrofa. Według informacji, które podała na początku grudnia "Gazeta", żeby uniknąć załamania systemu świadczeń społecznych rząd zastanawia się m.in. nad: podniesieniem składki rentowej dla najwięcej zarabiających; zniesieniem przywilejów emerytalnych dla służb mundurowych (objęłoby to tylko funkcjonariuszy zatrudnionych po 2011 r.); opodatkowaniem rolników PIT lub CIT oraz podniesieniem składek emerytalnych płaconych na KRUS (tylko dla rolników gospodarzących na co najmniej 15 ha), a także - zrównywanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn (co roku o pół roku) oraz wydłużanie wieku emerytalnego.
W środę w telewizji TVN 24 Michał Boni zapowiedział, że "w perspektywie roku, dwóch, trzech trzeba podjąć decyzję, kiedy wystartujemy z tym stopniowym podwyższaniem wieku emerytalnego, by do 2030 roku wyglądało to już inaczej i byśmy byli bezpieczniejsi demograficznie".
Szef doradców premiera dodał, że ma świadomość, iż podejmując taką dyskusję, natrafi się na opór społeczny. Zaznaczył jednak, że konieczne jest uświadamianie Polakom, że im dłużej się pracuje, tym wyższa jest później emerytura. "Rok
pracy więcej to jest emerytura prawie o 300 złotych więcej" - podkreślił.
Boni zapewnił, że zmiany wieku emerytalnego nie będą dotyczyły osób, które już wkrótce przejdą na emeryturę.
"Trzeba pamiętać, że w ciągu ostatnich 20 lat prawie 4,5 do 5 lat wydłużył się czas życia, i bardzo dobrze. Żyjemy dłużej, więc być może i ten czas pracy, aktywności zawodowej powinien być dłuższy" - powiedział Boni.
Obecnie wiek emerytalny dla kobiet wynosi 60 lat i 65 lat dla mężczyzn.