- Kursy prowadzone przez
szkoły językowe, które uzyskają akredytacje MEN, będą zwolnione z VAT - powiedziała "Gazecie" Magdalena Kobos, rzecznik Ministerstwa Finansów. Wcześniej resort planował objęcie 22-proc. VAT wszystkich szkół językowych (dziś są z niego zwolnione). Po ogłoszeniu tych planów szkoły zaczęły się burzyć. W krótkim czasie zebrały ponad 35 tys. podpisów pod protestem skierowanym do ministra finansów.
- Cieszymy się, że minister wziął pod uwagę protesty i apele naszego środowiska - mówi "Gazecie" Jacek Członkowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych PASE, które koordynowało protest. - To jest furtka, ale bardzo lekko uchylona.
Do tej pory tylko nieliczne szkoły występowały o akredytacje. - Nie było z nich praktycznie żadnych korzyści. W czasie procesu akredytacyjnego bada się tylko dokumenty - program szkoły, uprawnienia lektorów, stan pomieszczeń. Nie bada się jakości nauczania - tłumaczy Członkowski. - Nie wiem, jak z przyznawaniem akredytacji poradzi sobie kuratorium, gdy w kolejce ustawi się kilka tysięcy szkół - dodaje.
Jest też inny problem. Akredytacje przyznawane są na konkretne istniejące już kursy. - Jeśli więc uczę dziś angielskiego, to mogę dostać na to akredytację. Jeśli jednak w następnym roku zgłoszą się chętni na naukę chińskiego, a ja uruchomię taki kurs, to nie będę miał na niego akredytacji i będę musiał płacić VAT. To samo z kursami specjalistycznymi tworzonymi pod
zamówienia konkretnego klienta, np. dla kierowców wyjeżdżających do Anglii - tłumaczy prezes PASE. - Musimy to wszystko przemyśleć i omówić z Ministerstwem Edukacji.
Według wyliczeń szkół językowych po wprowadzeniu VAT cena semestru nauki języka dla dorosłych w czteroosobowej grupie np. w
szkole językowej Berlitz podskoczyłaby z 1500 do 1725 zł. Kurs semestralny
dla dzieci, który dziś kosztuje 648 zł, kosztowałby 745 zł.