Wielkopolska jest zagłębiem świeżych surówek. Pod Poznaniem produkują je trzy firmy: Sznura, Grześkowiak i Ogórkiewicz. Razem zdobyły większość polskiego rynku szacowanego na kilkaset milionów złotych. To im nie wystarczyło. Zaczęła się wojna: obniżanie cen i... podkradanie receptur.
Poznański sąd uznał we wtorek, że jeden z bohaterów tej wojny Walenty Ogórkiewicz podżegał do kradzieży receptur siedmiu surówek. I za nieuczciwą konkurencję skazał go na 1,5 tys. zł grzywny.
Kim jest Ogórkiewicz? Z wykształcenia mechanik. Razem z bratem Gerwazym w podpoznańskim Kórniku prowadzi kwaszarnię - produkuje kiszone
ogórki i kapustę. Jego brat - pod szyldem Ogórkiewicz - na tej samej posesji produkuje surówki. Firmy mają wspólną księgowość. Gdy trzeba, Walenty ma pełnomocnictwa i zastępuje Gerwazego.
Wiosną 2004 r. Walenty prosi na rozmowę kierowcę z firmy swojego brata. Żona Jerzego S. pracuje przy szatkowaniu kapusty w konkurencji. Proponuje kierowcy - zapłaci tysiąc złotych za każdą recepturę Grześkowiaka, którą wyniesie jego żona.
Ale receptura surówek to tajemnica pilnie strzeżona. Biegła technolog powie później w sądzie, że smak i wygląd zależą nie tylko od składników. Liczą się proporcje, kolejność dodawania,
przyprawy, a nawet moment i ilość dodania kwasu cytrynowego.
Bogumiła S., żona kierowcy, nie ma dostępu do tych informacji, dlatego kilka razy dziennie przechodzi obok linii produkcyjnej. Na oko określa proporcje, notuje kolejność. W domu przepisuje na czysto, a jej mąż dostarcza receptury Ogórkiewiczowi.
Za przepisy na Santorino, Kalafiori i Pomarańczową Fantazję Jerzy S. dostaje tylko 1,5 tys. zł. Ale przyjmuje zlecenie na cztery kolejne surówki. Żona przynosi receptury: El
Diablo, Afrodyty, Owocowej i Colesława Wykwintnego. Tym razem Ogórkiewicz już nie płaci.
Wkrótce na rynku pojawiają się surówki z tymi samymi składnikami: Wiedeńska Pikantna, Orientalna, Cytrusowa, Colesław, Hiszpańska, Paryska i Tropikalna. Produkuje je firma Gerwazego Ogórkiewicza.
Gdy dowiaduje się o tym Grześkowiak, zaczyna prywatne śledztwo. Znajduje źródło przecieku, Bogumiła S. przyznaje się do winy, a on w sierpniu 2004 r. zawiadamia policję.
Policja umarza dochodzenie, bo nie widzi przestępstwa. To samo trzykrotnie robi prokuratura.
W 2007 r. Grześkowiak sam wnosi akt oskarżenia do sądu. Udowadnia, że receptury to chroniona prawem tajemnica przedsiębiorcy. Przed rokiem pierwszy wyrok: sąd w Środzie Wielkopolskiej skazuje Ogórkiewicza na 1,5 tys. zł grzywny. Strony odwołują się od wyroku - Ogórkiewicz utrzymuje, że jest niewinny, Grześkowiak - że kara jest zbyt niska.
We wtorek w
Poznaniu zapada prawomocny wyrok: Ogórkiewicz jest winny podżegania do wykradzenia receptur surówek. A 1,5 tys. zł grzywny to kara adekwatna.
Ogórkiewicza nie ma w firmie. Prosimy o telefon, ale nie oddzwania.
Przemysław Maciak z kancelarii Sójka & Maciak (reprezentował Grześkowiaka) komentuje: - To ważny wyrok dla przedsiębiorców, których tajemnica jest naruszana. Pokazuje, że swoich praw mogą dochodzić nie tylko na drodze cywilnej, ale też karnej. Pod tym względem to precedensowa sprawa w skali kraju. Teraz nie wykluczamy procesu cywilnego o odszkodowanie. Ten wyrok ułatwia nam drogę.