Zobacz:
Staropolscy - Raport Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski: Jaka powinna być polityka prorodzinna? Irena E. Kotowska, prof. Instytutu Statystyki i demografii SGH w
Warszawie: Błagam panowie nie używajcie słów polityka prorodzinna. Nazywajcie ją po prostu polityką rodzinną.
Dlaczego? W ustach polityków to tak pięknie brzmi Ten przedrostek "pro" to tylko udawanie, że politycy robią coś dla rodziny.
A udają? Pewnie, że udają. A my potrzebujemy rozwiązań zachęcających Polaków do rodzenia dzieci.
Dla mnie przykładem długofalowego myślenia o rodzinie jest
Francja. Rodzice mogą wynająć nianię i dostają od państwa rekompensatę kosztów. Każdy rodzic z małym dzieckiem ma prawo do miejsca w żłobku. I to miejsce jest! Podobnie jest z miejscami w przedszkolach.
Ile dzieci chodzi dziś w Polsce do żłobka? Nieco ponad 2 proc. dzieci w wieku do trzech lat. To jest najniższy wskaźnik w Unii Europejskiej - podobnie jest w Czechach. Dla porównania w Szwecji wskaźnik ten wynosi 47 proc.
Prywatny żłobek na warszawskim Ursynowie kosztuje 1,6 tys. zł za jedno dziecko. Koszty te są zawyżone przez niedostępność usług publicznych, a także trudne warunki rozwoju usług prywatnych. Żeby otworzyć żłobek w Polsce, trzeba spełnić podobne warunki jak przy stawianiu przychodni lekarskiej. Ustawa, która ma to zmienić, dopiero jest przygotowywana przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.
Musimy budować żłobki i przedszkola! Jaki wybór mają dziś młodzi rodzice? Kto ma się zajmować ich dzieckiem? Babcie? Rezygnując z pracy wieku 50 kilku lat? Nianie? Kogo na nie stać? Oczywiście z rynku pracy może się wycofać matka albo ojciec. Najczęściej matka, a powroty do zatrudnienia nie są łatwe. A przecież chcemy młodych na rynku pracy zatrzymać.
Druga sprawa to organizacja zajęć dla najmłodszych klas w szkole. We Francji przed zajęciami lekcyjnymi dzieci mogą korzystać ze świetlicy, gdzie się ktoś nimi zajmuje. Dzieci mają przerwę na
obiad, a potem zajęcia zabawowo-edukacyjne. Dzieci odrabiają z nauczycielami jakieś zadania i jednocześnie się bawią. Najmłodsi nie mają w ogóle zadawanych prac domowych. Rodzice odbierają je między godz. 16 a 18 i nie muszą w domu pomagać w odrabianiu lekcji. Taka polityka ma jeszcze jedną zaletę - wyrównuje szanse edukacyjne dzieci, nie każdy rodzic jest w stanie pomóc dziecku w nauce. Tak samo powinniśmy zorganizować zajęcia w najmłodszych klasach.
W polityce rodzinnej nie ma jednego guzika, który się naciśnie i sytuacja się zasadniczo zmieni - Polacy zaczną częściej decydować się na dzieci.
Jakie guziki powinniśmy jeszcze nacisnąć? Sądzę, że ważne jest wprowadzenie odpłatnych urlopów wychowawczych. Teraz do-datek do urlopu wychowawczego w wysokości 400 zł przysługuje, pod warunkiem że dochód w gospodarstwie domowym nie przekracza 504 zł na osobę.
To sprawia, że z urlopów wychowawczych korzystają przede wszystkim kobiety z rodzin o niskich dochodach, na ogół słabo wykształcone. I jak pokazują dane statystyczne, spada liczba osób korzystających z tych dodatków (ze 140 tys. w 2005 r. do 125 tys. w 2008 r.).