- Dlaczego tak wiele państw zachodnich nie przeprowadziło reformy emerytalnej u siebie, skoro to takie dobre rozwiązanie - zaczęła prof. Leokadia Oręziak z SGH. - Czy nie stworzyliśmy tylko iluzji, że po latach odkładania pieniędzy na emeryturę Polacy dostaną wyższe świadczenia? - pytała.
- Amerykanie mówią, że pewna jest tylko śmierć i podatki - żartował prof. Witold Orłowski z Politechniki Warszawskiej. Przyznał, że dzisiaj trudno powiedzieć, ile dzisiejsi dwudziesto- i trzydziestolatkowie dostaną emerytury. - Nie są temu jednak winne
OFE, ale starzenie się społeczeństwa - dodał.
Prof. Orłowski przypomniał, że reformę emerytalną próbowano przeprowadzić także w krajach Europy Zachodniej. - Kiedy rząd francuski rozpoczął jedynie dyskusje nad propozycjami zmian w systemie, musiał się z niej momentalnie wycofać pod wpływem fali strajków, które ogarnęły Francję - mówił.
Wtórował mu prof. Marek Góra, jeden z twórców polskiej reformy emerytalnej: - Inne państwa nie zdecydowały się na taki krok jak my, bo musiałyby ujawnić swój ukryty dług emerytalny. Wolą nadal zamiatać go pod dywan - tłumaczył. Wskazał na Francję, gdzie ukryty dług sięga już 5,9 proc.
PKB.
Prof. Orłowski dodał, że przeprowadzenie reformy emerytalnej miało skłonić kolejne rządy do większych oszczędności. - Kiedy dług jest jawny, trudniej ukryć, że zadłużenie państwa szybko narasta i konieczne są cięcia w wydatkach - mówił. Przypomniał, że podobnego zdania był Jacek Rostowski, nim został ministrem finansów. - Dopiero teraz minister Rostowski zmienił zdanie - dodał prof. Orłowski.
Chodziło o propozycję Rostowskiego i minister
pracy Jolanty Fedak, żeby zmniejszyć składkę przekazywaną do funduszy emerytalnych z dzisiejszych 7,3 proc. do ok. 3 proc. w przyszłym roku. Większość ekonomistów oceniła ten ruch jako "kreatywną księgowość i "ukrywanie prawdziwego zadłużenia państwa.
Obniżki składki do OFE bronił wiceminister finansów Ludwik Kotecki. - To nie była propozycja rządu, ale dwóch ministrów, którzy w ten sposób chcieli rozpocząć debatę o funkcjonowaniu funduszy emerytalnych - mówił Kotecki. Tłumaczył, że minister finansów musi zmierzyć się z realnym problemem, jakim jest narastanie
długu publicznego. - Co roku z powodu OFE zwiększa się on o 2 proc. W sumie aż 13 proc. długu generowane jest przez fundusze - przekonywał.
Wiceminister Kotecki krytykował też zarządzające OFE powszechne towarzystwa emerytalne. - PTE to takie bardzo drogie towarzystwa funduszy inwestycyjnych - mówił. Jego zdaniem pobierane przez nie prowizje są zbyt wysokie. - Zwłaszcza że biorą je głównie za to, że kupują od państwa obligacje skarbowe - dodał.
- Od marca ubiegłego roku u ministra finansów leżą nasze propozycje zmian w polityce inwestycyjnej OFE, ale nikt nie chce się tym zająć - tłumaczyła Ewa Lewicka, szefowa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. - To nie wina PTE, że koszty są takie, jakie są - dodała.
Towarzystw emerytalnych bronił prof. Góra: - PTE i ZUS mają zbliżone opłaty. I jedne, i drugie kosztują nas ok. 2,5 proc. Różnica jest taka, że PTE pobierają prowizje od swoich klientów, a w ZUS płacą ją wszyscy podatnicy - tłumaczył.
Innego zdania była prof. Leokadia Oręziak. Wskazywała, że za granicą opłaty pobierane przez towarzystwa emerytalne są znacznie niższe. - Np. w Szwecji, która ma bardzo zbliżony system do naszego, nie ma opłaty od składki, a prowizja za zarządzanie waha się między 0,19 a 0,5 proc. U nas przez wiele lat pobierano nawet 10 proc. od każdej wpłacanej składki - mówiła.
Zgodził się z nią prof. Orłowski: - Popełniliśmy błąd na samym początku, pozwalając na tak wysokie opłaty - przyznał. Jego zdaniem nie korzystają na tym jednak towarzystwa emerytalne, które OFE zarządzają. PTE większość zarobionych pieniędzy wydają na akwizycję. - To akwizytorzy są największym pasożytem w tym systemie. Bez nich mógłby on znakomicie funkcjonować. Przez nich tylko niepotrzebnie wydajemy pieniądze emerytów - mówił prof. Orłowski. I dodał: - Nie oznacza to jednak, że z tego powodu musimy od razu rozmontowywać cały system emerytalny.