Komisja zaapelowała w piątek o "bezzwłoczne przedstawienie nowego planu emisji CO2 dla polskich przedsiębiorstw".
- Nie jesteśmy zdziwieni decyzją Komisji. Ale na razie jest za wcześnie, by mówić o tym, jak na to zareagujemy i jakie ewentualnie kroki prawne podejmiemy. Na rozmowy mamy kilka miesięcy - mówił w piątek podczas konferencji w Brukseli Mikołaj Dowgielewicz, minister ds. europejskich, szef Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej.
Bruksela dała też do zrozumienia, że ostateczny plan emisji, który KE zaakceptuje w ciągu trzech miesięcy od przedstawienia propozycji Polski, może zakładać niższe emisje niż 208,5 mln ton rocznie.
Polska od dawna toczy z Komisją spór o to, ile polskie firmy mogą wyemitować dwutlenku węgla. Polska - jeszcze za rządów PiS - chciała pozwolenia na prawie 285 mln ton CO2 rocznie. Ale Komisja uznała, że to zbyt wiele - i ograniczyła pulę do 208,5 mln ton rocznie.
Tę decyzję Polska oprotestowała. I wygrała - unijny sąd we wrześniu br. unieważnił to ograniczenie. Ale nie było jasne, czy Polska może wrócić do starego planu emisji (znanego formalnie jako Krajowy Plan Rozdziału Uprawnień - KPRU). Przewidywał on, że w latach 2008-12 polskie firmy z pięciu najważniejszych branż (m.in. energetyka, hutnictwo, przemysł chemiczny itp.) będą dostawać rocznie darmowe 284 mln ton CO2.
W międzyczasie okazało się, że w kryzysie firmy same ograniczyły emisję CO2 i tych 285 mln ton i tak nie potrzebują. Gdyby więc KE przyjęła nasz plan z 2006 r., firmy mogły dodatkowe uprawnienia sprzedać na wolnym rynku, zarabiając nawet kilkaset milionów euro. Dowgielewicz nie odniósł się do kwestii, o ile ton emisji CO2 Polska może wnioskować w nowej propozycji. - Za wcześnie, by mówić o szczegółach - uciął.