Sukces zakończonego w piątek brukselskiego szczytu UE w sprawie pakietu pomocy na lata 2010-12 jest spory, bo składka krajów Unii jest w pełni dobrowolna. A jeszcze w czwartek wieczorem wydawało się, że UE nie uzbiera nawet 6 mld, które były pierwotnym celem Szwedów sprawujących przewodnictwo w UE.
- Udało nam się nawet przekroczyć tę liczbę. Europa potwierdziła swoje przywództwo w walce z globalnym ociepleniem - mówił francuski prezydent Nicolas Sarkozy. Brytyjczycy, Francuzi oraz
Niemcy sfinansują po blisko 20 proc. unijnej pomocy. Znaczne sumy zaoferowała też Szwecja, Holandia, Dania, Belgia i
Finlandia.
Polska zamierza przeznaczyć na składkę część dochodów ze sprzedaży niewykorzystanych limitów emisji CO2. - Damy do 60 mln euro w latach 2010-12 - mówił wczoraj premier Donald Tusk.
Na fundusz zrzucą się wszystkie kraje UE, ale pomoc najmniejszych i najbardziej dotkniętych kryzysem będzie symboliczna. - To raczej gest solidarności. Zrozumiałe, że nie mogą dać więcej - tłumaczył wczoraj szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso. Pomoc trafi głównie do Afryki, m.in. na wzmacnianie nabrzeży morskich i poszukiwania zasobów wody pitnej, czyli na dostosowanie do pierwszych skutków ocieplenia.
Europejscy dyplomaci naciskają teraz na
USA, by dorzuciły do tego ok. 3 mld euro, ale reakcja Białego Domu ponoć jest na razie dość chłodna.
Donald Tusk zapewniał wczoraj, że Polska nie zamierza zwiększać swych obecnych celów redukcji dwutlenku węgla do 2020 r.
UE jednostronnie zadeklarowała obniżenie emisji o 20 proc. do 2020 r., a wczoraj podtrzymała propozycję zwiększenia tego celu do 30 proc., jeśli inne kraje rozwinięte podejmą "porównywalny wysiłek". Choć decyzja teoretycznie mogłaby zapaść już w przyszłym tygodniu na szczycie klimatycznym ONZ w Kopenhadze, to jest mało prawdopodobna m.in. z racji dość niskich obietnic redukcyjnych USA.
- Polska nie ukrywa przed partnerami w UE, że jesteśmy w stanie dokonać kolejnego dużego skoku redukcyjnego dopiero po 2020 r. - mówił wczoraj Tusk. To oznacza, że jeśli UE w Kopenhadze bądź później podwyższyłaby swój cel, to Polska będzie się domagać, aby wypełnienie dodatkowych obciążeń wzięły na siebie inne kraje. - Państwa, które najbardziej domagają się zwiększenia redukcji, są świadome, że będą musiały wziąć ją na siebie - mówił wczoraj Tusk. Na rzecz 30 proc. zmniejszenia emisji silnie lobbują m.in. Brytyjczycy i
Francja.
Jednym z tematów szczytu była zapaść finansów publicznych w Grecji. Grecki premier Jeorjos Papandreu zapowiedział, że będzie szukać oszczędności m.in. poprzez likwidację dwóch spośród czterech szczebli administracji rządowej w regionach. - Diagnoza i plan naprawy, które przedstawił Papandreu, były dość przekonujące - mówi uczestnik obrad.
• KE ponownie odrzuciła wczoraj polski plan rozdziału darmowych uprawnień do emisji CO2 w latach 2008-12 w ramach systemu UE. Rzecz dotyczy prawa do sprzedaży certyfikatów, które mogą być warte nawet kilkaset milionów euro. Komisja zakwestionowała ten plan już w 2007 r., ale unijny sąd przyznał rację Polakom we wrześniu 2009 r. Obie strony czekają na wynik postępowania w drugiej instancji. Wczorajsza decyzja KE ma znaczenie formalne - łączy się z apelem, aby Polska niezwłocznie przedstawiła Brukseli nowy plan.