Biznes Ludzie Pieniądze

Banki chcą z powrotem zatrudniać pracowników

Nina Hałabuz
11.12.2009 , aktualizacja: 11.12.2009 20:42
A A A Drukuj
Alior i Polbank chcą w przyszłym roku zatrudnić 2 tys. ludzi. Ale specjaliści od rekrutacji ostrzegają: osobom, które w kryzysie straciły pracę, nie będzie łatwo


- Zajmowałem się sprzedażą, analizą finansową i obsługą klienta. Łatwo nawiązuję kontakty, jestem dobrym negocjatorem, a praca z klientami daje mi satysfakcję - pisze Wojciech, do niedawna doradca klienta w Kredyt Banku. W bankowości od 15 lat - zaczynał karierę w Banku Zachodnim WBK, potem przewinął się przez PKO BP i BGŻ, do Kredyt Banku trafił w zeszłym roku. Takich jak on na portalu Goldenline są setki: młodych, ambitnych, którzy marzą, żeby wrócić do pracy w bankowości.

2009 r. dla tysięcy młodych bankowców był traumatycznym doświadczeniem: przywykli do tego, że pracodawcy wyrywają ich sobie, kusząc wysokimi premiami i szybkim awansem, a w kryzysie z dnia na dzień musieli zapomnieć o nagrodach, godzić się na cięcia pensji albo nawet żegnać z pracą. Największych zwolnień dokonały: BPH, GE Money Bank, Millennium, BRE - łącznie z tych banków odeszło ponad 4 tys. ludzi. Pracę tracili analitycy kredytowi, sprzedawcy kredytów hipotecznych, doradcy klientów, zwłaszcza ci zatrudnieni na czas określony.

W ciągu kilku miesięcy to bankowi pracodawcy zaczęli dyktować warunki. - Na każde ogłoszenie odpowiada kilkudziesięciu kandydatów, w tym co najmniej kilku o wysokich kwalifikacjach - mówi Bartosz Piecuch, partner w OnTime Recruitment. - Żeby zwiększyć swe szanse, ludzie są gotowi zaakceptować wynagrodzenia o 30-40 proc. niższe niż w 2008 r. - dodaje. Zwraca jednak uwagę na to, że banki są cały czas ostrożne: szukają raczej ludzi do sprzedaży, bo oni bezpośrednio wpływają na wyniki finansowe.

W 2010 r. najwięcej osób znajdzie pracę w Alior Banku, w przyszłym roku zamierza on otworzyć blisko 45 placówek i będzie potrzebować około tysiąca nowych pracowników: dyrektorów oddziałów, doradców klientów i sprzedawców. DnB Nord szuka doradców mobilnych. - Stawiamy na kredyty hipoteczne i produkty inwestycyjne, z którymi chcemy dotrzeć do zamożniejszych klientów. Ale nie chcemy obciążać się od razu kosztami rozbudowy sieci oddziałów, wolimy postawić na pracowników, którzy sami dojadą do klientów - tłumaczy Łukasz Piasta, rzecznik banku. Raiffeisen i Millennium potrzebują doradców biznesowych do obsługi małych i średnich firm. - Na te stanowiska stale prowadzimy rekrutację, bo to bardzo dynamicznie rosnący biznes. W 2010 r. będziemy potrzebować kolejnych kilkudziesięciu osób - mówi Anna Starostecka-Kaczmarek, dyrektor ds. zarządzania kapitałem ludzkim w Raiffeisenie. Millennium, który w tym roku zwolnił już ponad 800 osób, teraz wzbrania się przed podaniem konkretnych liczb. - Wszystko będzie zależało od koniunktury - zastrzega Wojciech Kaczorowski, rzecznik Millennium. Z kolei Polbank zapowiada, że będzie zatrudniał ok. 100 osób miesięcznie. - Cały czas szukamy kandydatów na doradców klientów do pracy w placówkach i na infolinii - mówi Małgorzata Igras-Tomczak, dyrektor ds. zarządzania zasobami ludzkimi. Znacznie ostrożniejsze w zatrudnianiu nowych osób będą BGŻ, BPH i Kredyt Bank, które jeszcze nie uporały się z grupowymi zwolnieniami.

Czy to znaczy, że młodzi finansiści mogą zacierać ręce? Analitycy sektora bankowego przewidują, że oznaki wyraźnego ożywienia pojawią się dopiero w drugiej połowie przyszłego roku. - Rezerwy na kredyty cały czas będą wysokie, ale wzrosną dochody z odsetek i prowizji. Gdy banki odczują poprawę wyników finansowych, będą bardziej skłonne zwiększać zatrudnienie - ocenia Marta Jeżewska z Domu Inwestycyjnego BRE Banku. Eksperci od rekrutacji ostrzegają przed hurraoptymizmem. - Na rynku jest wielu kandydatów, a poprzeczka będzie znacznie wyżej niż rok czy dwa lata temu. Pracę znajdą ci z najwyższymi kwalifikacjami - mówi Sabina Salamon z Deutsche Banku. Z kolei Barbara Giemza, kierownik w dziale badań wynagrodzeń w Hay Group, tłumaczy, że zwykle menedżerowie badali efektywność swoich zespołów. I rozstawali się z tymi pracownikami, którzy osiągali słabsze wyniki. Ale chętnym do pracy kandydatom Giemza też zaleca ostrożność. - Kryzys pokazał, że nie wszystkie instytucje finansowe dobrze zarządzały swoim biznesem. Warto przeanalizować i ocenić sytuację banku, do którego aplikujemy, i stawiać na takiego pracodawcę, który sprawdził się nie tylko w czasach koniunktury - mówi specjalistka.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów