Od początku przyszłego roku
Polska powinna gromadzić i przekazywać Komisji Europejskiej dane o tym, ile CO2 emitują nowe auta, pierwszy raz rejestrowane w kraju, a także o ich rozstawie kół i osi.
Wymóg wprowadziło obowiązujące od połowy roku rozporządzenie europarlamentu i Rady UE. Po co takie dane Brukseli? Zgodnie z nowymi przepisami UE od 2012 r. emisje CO2 z aut wprowadzanych do sprzedaży muszą spełniać wyśrubowane normy. Koncerny niespełniające wymogów będą płacić słone grzywny.
Wydawało się, że w Polsce wypełnienie nowych wymogów UE to banalna sprawa. Od końca 2007 r. w Centralnej Ewidencji Pojazdów (CEP), którą zarządza Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, już gromadzi się dane o emisji CO2 z nowych aut. Teraz trzeba było tylko w ustawie
prawo o ruchu drogowym dodać parę podpunktów, m.in. o obowiązku wpisywania do CEP danych o emisji CO2 w zależności od tego, czy silnik auta spala benzynę lub olej napędowy, jaki jest rozstaw kół i osi w aucie i kto je wyprodukował. Trzeba też dodać zapis zezwalający na przekazywanie Komisji Europejskiej danych z CEP.
Wszystkie te zapisy znalazły się w projekcie nowelizacji ustawy prawo o ruchu drogowym, który przygotowało MSWiA. Ze strony internetowej resortu można się dowiedzieć, że po konsultacjach z innymi ministerstwami, w połowie października projekt został przekazany do Komitetu Europejskiego Rady Ministrów (KERM), którym kieruje premier.
Ale dotąd skromna nowelizacja nie trafiła do Sejmu. Jak to się stało - to jeszcze większa zagadka. Urząd Komitetu Integracji Europejskiej poinformował "Gazetę", że przygotowany przez MSWiA projekt został 30 października przyjęty przez KERM i rekomendowany pod obrady rządu. Trudniej ustalić, gdzie potem ten projekt zapodział się w labiryntach rządowej administracji. Centrum Informacyjne Rządu po dwóch dniach sprawdzania przekazało nam z MSWiA informacje o losach zupełnie innej nowelizacji kodeksu drogowego. A MSWiA po trwających cały dzień poszukiwaniach wczoraj pod wieczór poinformowało nas, że "w związku z ustaleniami podjętymi na posiedzeniu KERM projekt został poddany dodatkowym uzgodnieniom z Ministerstwem Infrastruktury". I po tych uzgodnieniach projekt zostanie "niezwłocznie skierowany do rozpatrzenia przez Radę Ministrów". MSWiA nie podało, o jakie uzgodnienia chodzi, a resort infrastruktury już kilka miesięcy temu zgłaszał swoje uwagi do szykowanego wtedy projektu.
Rzecznik resortu infrastruktury Mikołaj Karpiński nie skomentował wczoraj zarzutów MSWiA.
Co nam grozi? W ekstremalnej sytuacji KE może nałożyć nawet karę na państwo członkowskie, które nie wprowadza europejskiego prawa. Ale raczej do tego nie dojdzie. - W pewnym momencie po ustaleniu, że Polska nie dostosowuje swojego prawa do europejskich przepisów, wysłalibyśmy pismo, aby poznać przyczyny tej sytuacji. A jeśli odpowiedź byłaby niezadowalająca, KE mogłaby zdecydować o wszczęciu procedury z powodu naruszenia wymogów UE - powiedziała "Gazecie" Barbara Hellferich, rzeczniczka komisarza ds. środowiska Stavrosa Dimasa.