Siódma rano, 31 sierpnia 1989 r. Leszek Balcerowicz wrócił z działki, rodzina pakuje już walizki, za pięć dni lecą do Anglii. Politechnika w North Stafford-shire czeka na nowego wykładowcę ekonomii z Polski.
Dzwoni telefon. Waldemar Kuczyński, przyjaciel i doradca Tadeusza Mazowieckiego, nowego premiera, prosi Balcerowicza pilnie do swojego mieszkania przy Czerniakowskiej w Warszawie.
Wypala: - Leszek, masz ofertę bycia ministrem finansów i wicepremierem rządu.
Balcerowicza zatyka: - Nie wchodzi w grę.
Ma rzucić pracę naukową? Zrezygnować ze stypendium, zawieść Anglików? A żona? Ewa tak się cieszy na wyjazd!
Komunistyczny nierząd
Pół roku wcześniej, gdy w Warszawie zaczynają się obrady Okrągłego Stołu, Balcerowicz - ekonomista, adiunkt Szkoły Głównej Planowania i Statystyki po stażach w Sussex i Marburgu - kończy habilitację "Systemy gospodarcze. Elementy analizy porównawczej".
Koledzy mówią o nim: mózgowiec, potwornie uparty. Ambitny, żadnych kompleksów chłopaka z prowincjonalnego Torunia, z którego pochodzi.
Z drugą żoną Ewą i dwójką małych dzieci mieszka na 53 m kw. na ósmym piętrze bloku na Bródnie. Tak jak inni rano staje w długiej kolejce po mleko w sklepie Społem. Bez gwarancji, że gdy dojdzie do lady, towar jeszcze będzie.
Kolejki są w całej Polsce. Po kurczaki, jajka, cukier. W domu towarowym w Rzepińsku wisi kartka: "Z powodu małej ilości towaru, a dużej ilości klientów zabrania się przynoszenia do sklepu i rozkładania taboretów i stołków turystycznych".
Mięso tylko na kartki, ale i tak nie da się go kupić. Na benzynę kartek już nie ma, sznur aut przed CPN-em liczy kilometr, dwa.
Komuniści nie panują już nad niczym. Kraj jest zrujnowany i potwornie zadłużony - na ponad 40 mld dol. To dwie trzecie rocznego dochodu narodowego (licząc po kursie oficjalnym, bo czarnorynkowy był kilkakrotnie wyższy).
To m.in. podwyżki cen w 1988 r. wywołały strajki. Hutę im. Lenina spacyfikowali zomowcy. Ale co dalej? Władza dochodzi do wniosku, że musi rozmawiać z opozycją, przerzucić na "Solidarność" część odpowiedzialności.
Zachodni dostatek w socjalizmie?
Poglądy gospodarcze dzielą działaczy "S": jedni są za wolnym rynkiem, jak liberałowie z Gdańska i Krakowa, inni wierzą w opiekuńcze państwo socjalne, jak Ryszard Bugaj.
Bronisław Geremek i Tadeusz Mazowiecki - "mózgi opozycji" - przez wiele lat łudzili się, że socjalizm można poprawić. Wystarczy oddać władzę nad zakładami samorządom pracowniczym. Nawet opublikowali te tezy w 1985 r. Publicysta Piotr Wierzbicki dziwił się: - To anachroniczny program. Nie da się żyć jednocześnie w zachodnim dostatku i w socjalizmie.
Ekonomista Witold Trzeciakowski tłumaczy Geremkowi: - Jesteśmy zacofani. Mamy niską wydajność, fatalną organizację pracy, przestarzałą infrastrukturę. Nie ma nawet sprawnej sieci telefonów! Trzeba zrobić szybką reformę, uwolnić rynek i prywatyzować gospodarkę.
- Trzeciakowski przekonywał mnie dwa lata. Przekonał - zwierzy się na początku lat 90. Geremek.
Leszek Balcerowicz, o pokolenie młodszy od prof. Trzeciakowskiego, też uważa, że socjalizmu nie da się naprawić.
Miał zaledwie 31 lat, gdy w 1978 r. skrzyknął kilku kolegów ekonomistów i - z ciekawości, traktując to jako hobby - stworzyli projekt przebudowy socjalistycznej gospodarki. Po latach powie: - Nikt z nas nie przypuszczał, że kiedyś się przyda.