W poniedziałek mija termin, w którym spółka Nakhel zajmująca się realizacją projektów budowlanych w Dubaju miała wykupić obligacje warte 3,5 mld dol. Obligacje te były jednak powiązane wzajemnymi zobowiązaniami także z innymi papierami dłużnymi, przez co ich łączna wartość sięgnęła 5,25 mld dol. Dzięki pożyczce od Abu Zabi dług zostanie wykupiony na czas.
Co więcej, po tej informacji także rząd Dubaju postanowił wspomóc spółkę kwotą 4,1 mld dol.
Środki te mają być przeznaczone przede wszystkim na spłatę najpilniejszych długów. Kolejne serie obligacji wygasają w maju przyszłego roku (980 mln dol.) i w styczniu 2011 r. (750 mln dol.).
Informacje o pomocy finansowej wywołały bardzo optymistyczną reakcję na giełdzie. Dubajski indeks wzrósł na poniedziałkowym otwarciu o 10,1 proc.
Problemy Dubaju, jednego z emiratów arabskich, zaczęły się w listopadzie. Rządowa agencja Dubai World (właściciel spółki Nakhel) poinformowała wtedy wierzycieli, że potrzebuje dodatkowych sześciu miesięcy na wykupienie obligacji. Ta wiadomość wywołała panikę wśród zagranicznych inwestorów. Pierwsze uderzenie trafiło w banki brytyjskie, które kupowały obligacje z Bliskiego Wschodu. Akcje HSBC, Barclays i Standard Chartered straciły w ciągu jednej sesji 5-6 proc., a z londyńskiego parkietu wyparowało 44 mld funtów.
Z Emiratów Arabskich dochodziły sprzeczne informacje - z jednej strony rząd Abu Zabi zapowiadał, że wesprze niektóre firmy, a z drugiej Abdulrahman Al-Saleh, dyrektor generalny departamentu skarbu Dubaju, informował, że rząd nie gwarantuje długów Dubai World, a inwestorzy powinni ponosić konsekwencje swoich decyzji. Obecnie sytuacja wydaje się jasna - Dubaj spłaci swoje długi.
Czytaj także:
Dubaj - zamek z piasku prawie runął