- Musimy ustabilizować poziom naszego zadłużenia, zanim zacznie się ono zmniejszać. Jestem w parlamencie od 29 lat i nigdy wcześniej nie widziałem takiej sytuacji - powiedział Pangalos.
W ubiegłym tygodniu Komisja Europejska podała, że w tym roku
dług publiczny w Grecji wyniesie 112,6 proc.
PKB, a w 2011 r. przekroczy 135 proc. wartości PKB. To najwyższy poziom zadłużenia w całej UE, który - jak powiedział grecki premier George Papandreou - "zagraża narodowej suwerenności kraju".
- Albo wykorzenimy dług, albo dług wyeliminuje kraj - powiedział grecki premier. We wtorek agencja ratingowa
Fitch obniżyła ocenę wiarygodności Grecji. Tuż po zmniejszeniu jej ratingu giełda w Atenach zaczęła spadać na łeb na szyję - we wtorek straciła aż 6 proc. Negatywnie do sytuacji finansowej Grecji odniosły się też inne agencje - Standard & Poor's ogłosił, że wiarygodność kredytowa Grecji jest "negatywna", a
Moody's w październiku ostrzegł ten kraj, że jego rating może ulec dalszemu pogorszeniu.
Oczekuje się, że tegoroczny deficyt finansów publicznych Grecji ma wynieść 12,7 proc. PKB, czyli znacznie powyżej ustalonego przez UE limitu 3 proc. To także znacznie gorsza prognoza niż jeszcze kilka miesięcy temu, kiedy rząd przewidywał, że deficyt wyniesie maksymalnie 6 proc.
Grecki premier odrzucił możliwość zwrócenia się do Międzynarodowego Funduszu Walutowego o pożyczkę. Zamiast tego rząd planuje zamrożenie płac w sferze budżetowej i ograniczenie zatrudniania nowych pracowników. Zadaniem władz jest teraz przekonanie do tych propozycji związków zawodowych, które alergicznie reagują na takie zmiany. Gdy próbowano je wprowadzić w ubiegłym roku, reakcją związków był strajk generalny.
Kluczowe dla Grecji może okazać się spotkanie premiera Papandreou z inwestorami instytucjonalnymi, które odbędzie się w środę w Londynie. Premier będzie ich przekonywał, że grecki rząd poradzi sobie z kryzysem, i poprosi o udzielenie krajowi pomocy finansowej.