Biznes Ludzie Pieniądze

Komórkowa inwigilacja, czyli o trzy słowa za daleko

Przemysław Poznański
14.12.2009 , aktualizacja: 14.12.2009 21:34
A A A Drukuj
Koszty idące w dziesiątki milionów złotych i permanentna inwigilacja 40 mln użytkowników komórek w Polsce - takie skutki może mieć przygotowywane właśnie rozporządzenie do prawa telekomunikacyjnego. A wszystko przez trzy słowa

Fot. SXC.hu/emptyroom




Konkretnie przez dopisek: "oraz jego trwania", który znalazł się w dokumencie już po konsultacjach z operatorami. - Gafa, nadgorliwość, a może celowy zabieg? - zastanawia się Cezary Albrecht z PTC, operatora sieci Era i Heyah.

Rozporządzenie uściśla prawo telekomunikacyjne, które weszło w życie 6 lipca. Miało przenieść na polski grunt zapisy unijnej dyrektywy o retencji, czyli przechowywaniu danych przez operatorów.

Operatorzy podkreślają, że zapisy dyrektywy były ciężko wywalczonym kompromisem między zwolennikami a przeciwnikami tak dużych obowiązków nałożonych na operatorów. - Mówi się w niej, że muszą oni przechowywać dane dotyczące lokalizacji telefonu, z którego wykonano połączenie i z którego je odebrano. Co ważne: położenie początkowe - tłumaczy Albrecht. - U nas dodano jednak owe nieszczęsne trzy słowa.

Co to oznacza w praktyce? - Będziemy musieli rejestrować dane z masztów komórkowych które odbierają sygnał komórki podczas całej rozmowy. To mogą być setki masztów. To niewykonalne - rozkłada ręce Albrecht.

PTC oraz inni operatorzy już dziś śledzą na polecenie różnych służb konkretne osoby (najbardziej spektakularnym przykładem wykorzystania takich danych była słynna konferencja byłego prokuratora Jerzego Engelkinga z 2007 r. pokazująca podróż po Warszawie byłego szefa MSWiA Janusza Kaczmarka zakończoną w hotelu Marriott). Ale używane do tego celu urządzenia nie nadają się jednak do obserwowania ruchu wszystkich klientów. - Wydajność tego systemu to obserwacja ruchu kilku tysięcy osób - zaznacza ekspert PTC.

Zwiększenie możliwości to koszt kilkudziesięciu milionów złotych oraz comiesięczne koszty utrzymywania urządzeń. TP SA zainwestowała już ponad 2 mln euro w podobny system.

- Mamy nadzieję, że te trzy dodane słowa w rozporządzeniu to przypadek. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, po co komu dane o tym, w jaki sposób przemieszczają się Polacy. Ta zmiana idzie za daleko i może wyglądać na próbę nieustannej kontroli - przekonuje Zbigniew Lazar, rzecznik PTC.

Magdalena Gaj, wiceminister infrastruktury: - Przepis rozporządzenia jest zgodny z dyrektywą. Mamy m.in. opinię Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej. Co ważne, dyrektywa zabrania zatrzymywania danych, które ujawniają treść rozmowy czy SMS-a i tego rozporządzenia nie narusza.

Rozporządzenie jest na końcowym etapie, tuż przed podpisem ministra.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów