Biznes Ludzie Pieniądze

Rozmowa z Magdaleną Gaj, wiceminister infrastruktury

Rozmawiał Przemysław Poznański
2009-12-15, ostatnia aktualizacja 2009-12-15 20:45

Chodzi o bezpieczeństwo, a nie inwigilację - tak wiceminister Gaj odpowiada na zarzuty operatorów komórkowych, że polskie prawo idzie dalej niż unijne przepisy i zwiększa niepotrzebnie obowiązki operatorów

Magdalena Gaj, wiceminister infrastruktury
Fot. Albert Zawada / AG
Magdalena Gaj, wiceminister infrastruktury


Resort infrastruktury nakazuje w rozporządzeniu śledzić drogę, jaką przebywa każdy użytkownik komórki podczas rozmowy. Przeciwko temu zapisowi zaprotestowała Polska Telefonia Cyfrowa - operator sieci Era. Twierdzi, że unijna dyrektywa, której zapisy rozporządzenie ma wprowadzić do polskiego prawa, nakazuje jedynie przechowywać dane o miejscu rozpoczęcia rozmowy. - Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, po co komu dane o tym, w jaki sposób przemieszczają się Polacy. Ta zmiana idzie za daleko i może wyglądać na próbę nieustannej kontroli - przekonuje Zbigniew Lazar, rzecznik PTC.

Przemysław Poznański: Po co inwigilować 40 mln Polaków?

Magdalena Gaj: Nikogo nie chcemy inwigilować. Celem dyrektywy - a zatem także ustawy i naszego rozporządzenia - jest ściganie przestępstw. Obecne regulacje dopuszczają śledzenie przemieszczania się osoby rozmawiającej przez telefon już po postanowieniu sądu. Dzięki nowym zapisom będziemy jednak mogli odtworzyć przemieszczanie się osoby, która stanie się podejrzana. To nowoczesne narzędzie w rękach policji i innych służb, od których oczekujemy, że będą nas chronić. Dzięki takiemu namierzaniu alibi podejrzanego będzie mogło być łatwo sprawdzone - okaże się, czy danego dnia był w Krakowie, czy nie, a jeśli był w Krakowie, to w zasięgu którego nadajnika i czy mógł popełnić dane przestępstwo, czy nie.

Zawsze przy ustawach dotykających zjawisk na pograniczu wolności obywateli i działania państwa są problemy i wątpliwości. Ale każdy z nas chciałby być chroniony i czuć się bezpiecznie. Gdyby komuś porwano dziecko, chciałby - zdając sobie sprawę z możliwości, jakie dają nowoczesne technologie - aby państwo sprawnie namierzyło porywacza, choćby po telefonie komórkowym. Dyrektywa na to pozwala. Musimy być świadomi, że choć my jesteśmy uczciwymi obywatelami, to jest też grupa ludzi skłonnych do popełnienia przestępstw.

Operatorzy nie uchylają się od obowiązków, ale twierdzą, że polskie rozporządzenie idzie za daleko. Ich zdaniem dyrektywa nie nakazuje śledzenia ruchu telefonu podczas rozmowy.

- Nie zgadzam się. Jest w dyrektywie zapis o przechowywaniu danych o lokalizacji telefonu, który brzmi: "w czasie, przez który zatrzymywane są dane odnośnie połączenia". Według naszej interpretacji chodzi o czas trwania połączenia. Konsultowaliśmy to z Urzędem Komitetu Integracji Europejskiej. Dostaliśmy opinię, że nasze rozporządzenie jest zgodne z prawem Unii. Ale prace nad dokumentem jeszcze trwają. Ponieważ są wątpliwości co do tego dokumentu, wystąpiłam dziś [we wtorek] o wydanie ponownej opinii o zgodności tych konkretnych punktów, o których mówimy, z konkretnymi punktami dyrektywy. Jeśli UKIE po ponownej analizie uzna - a może tak się zdarzyć - że nasza interpretacja dyrektywy poszła za daleko, to zastosujemy się. Nigdy nie chcieliśmy rozszerzać dyrektywy, a jedynie przenieść do polskiego prawa wszystkie jej zapisy.

Kolejnym zarzutem operatorów jest to, że o zmianie dowiedzieli się dwa tygodnie temu.

- Rzeczywiście na samym początku prac tego zapisu nie było, ale w trakcie uzgodnień międzyresortowych zwrócono nam uwagę, że nie przenieśliśmy do polskiego prawa jednego z punktów dyrektywy. Liczymy się z przedsiębiorcami - nasze rozporządzenie było wielokrotnie konsultowane ze środowiskiem, a uwagi operatorów były w ogromnej większości uwzględniane. Przykładem wyjścia im naprzeciw jest wprowadzony zapis o półrocznym okresie przygotowania - przepisy tak naprawdę zaczną ich obowiązywać od lipca 2010 r.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.7

7 głosów