Biznes Ludzie Pieniądze

Czy to koniec klimatycznych negocjacji?

Konrad Niklewicz, AP, AFP
15.12.2009 , aktualizacja: 15.12.2009 20:55
A A A Drukuj
Zamiast pracować nad porozumieniem, Chiny i USA wzajemnie się oskarżają o sabotowanie negocjacji klimatycznych
Ekolodzy na każdym kroku przypominają w Kopenhadze o niebezpieczeństwie
zmian klimatycznych. Rozzłoszczony sporami biednych z bogatymi, sekretarz
ONZ Ban Ki-moon apelował, by przestali wytykać się palcami i wzięli do pracy
Ekolodzy na każdym kroku przypominają w Kopenhadze o niebezpieczeństwie zmian klimatycznych. Rozzłoszczony sporami biednych z bogatymi, sekretarz ONZ Ban Ki-moon apelował, by przestali wytykać się palcami i wzięli do pracy


Brokenhaga - tak o szczycie ONZ w Kopenhadze mówią organizacje pozarządowe. To gra słów: broken to po angielsku "złamane". I tak - zdaniem ekologów - trzeba mówić o stanie negocjacji klimatycznych.

Głównie za sprawą USA i Chin, które we wtorek zaczęły obrzucać się oskarżeniami o to, kto powinien wziąć na siebie największy ciężar redukcji emisji CO2. I kto powinien pokryć gospodarczy koszt ograniczeń, zwłaszcza w krajach rozwijających się.

Naukowcy mówią, że do 2020 r. trzeba zmniejszyć emisje nawet o 30 proc. Tymczasem USA proponują... 3 proc. (w stosunku do poziomu emisji z 1990 r.), zaś Chiny nie wykluczają nawet faktycznego zwiększenia emisji, tłumacząc, że jedyne, co są w stanie zrobić, to ograniczyć "energochłonność" swojego przemysłu o mniej więcej połowę. - Nasze propozycje ograniczenia emisji gazów cieplarnianych nie podlegają dyskusji - stwierdził Yu Qingtai, chiński ambasador ds. klimatycznych. - Nadal uważamy, że to państwa rozwinięte mają obowiązek zapewnić wsparcie finansowe - dodał Jiang Yu, rzecznik chińskiego MSZ.

- My nie zwiększymy naszego celu redukcji emisji gazów cieplarnianych - odparował Todd Stern, szef amerykańskiego zespołu negocjacyjnego. A sekretarz stanu Hillary Clinton w tekście opublikowanym w "International Herald Tribune" dorzuciła: - Rzeczywistość jest bardzo prosta. Praktycznie cały wzrost emisji w ciągu najbliższych 20 lat nastąpi w państwach rozwijających się.

Jako że bez udziału Chin i Stanów Zjednoczonych porozumienie klimatyczne traci sens, szczyt w Kopenhadze stanął przed groźbą klęski. Wszyscy już pogodzili się z tym, że w stolicy Danii nie uda się przyjąć tekstu nowego traktatu międzynarodowego - ale teraz pojawiła się groźba, że nie uda się tam przyjąć nawet wspólnej politycznej deklaracji. - Nie będę ukrywała, że zaczynam się denerwować - przyznała niemiecka kanclerz Angela Merkel.

Próbując ratować negocjacje, Merkel oraz prezydent USA Barack Obama, prezydent Francji Nicolas Sarkozy i premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown zorganizowali sobie we wtorek 50-minutową telekonferencję. Razem zastanawiali się, jak uniknąć porażki. Swój plan ma Sarkozy: proponuje, by USA wyłożyły 10 mld euro dla państw najbiedniejszych na lata 2010-12. W tym samym okresie państwa Unii Europejskiej mają przekazać 7,2 mld euro, zaś Japonia - około 8 mld euro.

Od wczoraj trwają rozmowy na wyższym, ministerialnym szczeblu. Zaś od środy do Kopenhagi zaczynają przyjeżdżać szefowie państw i rządów. Kulminacyjny moment negocjacji ma nastąpić 18 grudnia.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos