Jeszcze na początku tego roku PKP Cargo było na równi pochyłej - w dół. Kryzys gospodarczy uderzył w spółkę z ogromną siłą, przewozy w pierwszych czterech miesiącach spadły o ponad 37 proc.! Po maju strata na sprzedaży za pierwsze pięć miesięcy tego roku sięgała już 222 mln zł. - Gdyby nie zmiany i restrukturyzacja w spółce, mielibyśmy niewyobrażalne kłopoty - przyznaje teraz Wojciech Balczun, prezes PKP Cargo.
Jeszcze niecałe dwa lata temu Cargo zatrudniało 45 tys. ludzi, obecnie poniżej 30 tys. Na program dobrowolnych odejść spółka wydała 250 mln zł, ale jak mówi prezes Balczun, oszczędności z tego tytułu sięgną 300 mln zł w skali roku. Spółka pozbywa się niepotrzebnego majątku np. poprzez znaczną redukcję punktów utrzymania taboru. Prezes Balczun stawia na większą efektywność, m.in. poprzez wprowadzenie w niektórych jednostkach trzyzmianowego systemu
pracy.
Spółce jednak powoli udaje się więc wyjść na prostą. - Niektórzy pracownicy myślą, że jest już tak dobrze, że mogą domagać się podwyżek. O tym nie ma mowy - mówi Balczun. - Sytuacja firmy jest ustabilizowana, ale przyszły rok ciągle będzie trudny. Będziemy kontynuować wprowadzanie zmian - zapewnia Balczun.
Efekty już widać. Po 11 miesiącach strata na sprzedaży zmniejszyła się do 168 mln zł, spółka wozi więcej towarów. - W przyszłym roku wyjdziemy na plus - obiecuje Wojciech Balczun.