To kolejny głos w dyskusji, którą w środę wywołała "Gazeta". W minister
pracy Jolanta Fedak zdradziła: .
wywiadzie dla "Gazety" - Moglibyśmy w ogóle zrezygnować z odgórnego określania wieku emerytalnego
Plan jest prosty. Dziś, aby dostać emeryturę, trzeba mieć 60 (kobiety) lub 65 lat (mężczyźni). Rząd albo parlament (nie wiadomo jeszcze kto) ustalałby, ile wynosi "minimalna godna emerytura". - Osoba, która przekroczyłaby ten próg, mogłaby po prostu niezależnie od wieku odejść z pracy - twierdzi Fedak.
Ile miałoby wynieść to "minimalne godne świadczenie"? Ministerstwo Pracy jeszcze nie wie.
Tymczasem OPZZ lansuje swój pomysł. Andrzej Strębski, ekspert emerytalny OPZZ: - Chcemy, aby przy przechodzeniu na emeryturę wiek nie miał znaczenia. Każdy mężczyzna mógłby niezależnie od wieku odchodzić na emeryturę po 40 latach pracy, a
kobieta po 35 latach. Ci ludzie przecież wypracowali sobie emeryturę, często mają zniszczone zdrowie. Coś im się za to należy. Minister finansów Jacek Rostowski wielokrotnie wspominał, że potrzebny jest elastyczny wiek emerytalny. To wychodzimy ze swoimi postulatami.
Strębski tłumaczy, że w przyszłości może dochodzić do absurdów. - Ktoś, kto będzie miał 65 lat i tylko pięć lat pracy, będzie miał prawo do emerytury, a ktoś, kto będzie miał 64 lata i 42 lata pracy, nie dostanie od państwa żadnego świadczenia - mówi i dodaje: - Nie wypychamy ludzi na wczesne emerytury. Chcemy im tylko dać prawo do emerytury, ale ludzie nie muszą z niego korzystać.