- Nie może być tak, że prezesi przedsiębiorstw zmieniają się co kilka lat - dodał.
Twórca polskiej transformacji gospodarczej przyznał też, że jedną z rzeczy, na którą dwie dekady temu położył zbyt mały nacisk, była reforma wymiaru sprawiedliwości. - Sądy muszą być sprawne i sprawiedliwe - powiedział. Balcerowicz opowiedział się za szybką naprawą obecnych rozwiązań.
Były szef NBP i minister finansów przyznał też, że ważnym zadaniem na najbliższe lata jest uzdrowienie finansów publicznych i zredukowanie nadmiernych wydatków. Podkreślił, iż państwa, które próbowały w ostatnich latach pobudzać gospodarkę przez zwiększanie wydatków publicznych, źle na tym wychodziły.
Po raz kolejny nawoływał również do wydłużenia wieku emerytalnego. - Ludzie muszą więcej pracować - powiedział.
W wystąpieniu z okazji 20. rocznicy reform Balcerowicz przyznał po raz kolejny, że nigdy nie miał wątpliwości co do tego, iż
Polska gospodarka powinna wejść wtedy na drogę do kapitalizmu. - Nie było wtedy innej, trzeciej drogi. Sytuacja wymagała radykalnych i natychmiastowych działań - powiedział.
Obecny na uroczystości szef resortu finansów Jacek Rostowski podkreślił natomiast, że "plan Balcerowicza" był nie tylko pierwszym, ale przede wszystkim całościowym pakietem propozycji. Choć - jak wspomina minister - nie było łatwo.
Były wicepremier, minister finansów i prezes NBP udzielił "Gazecie" wywiadu w 20. rocznicę słynnego sejmowego exposé, podczas którego przedstawił pakiet ustaw wprowadzających kapitalizm. Pełny tekst opublikujemy w czwartkowej "Gazecie".
Wyrwać prywatyzację z polityki - Dziś reformy nie wymagają masowych poświęceń - ocenia Balcerowicz. - Bo to żadne wielkie poświęcenie wprowadzić system: im dłużej pracujesz, tym masz większą emeryturę. A czy jest nim wyrwanie przedsiębiorstw z orbity polityki i sprywatyzowanie?
Jego zdaniem firmy upadają, jeśli pozostają w rękach państwa. I podaje przykłady: Pewex, stocznie, Cegielski. - Kopalnie też upadną, jak się ich nie sprywatyzuje - uważa. I krytykuje rząd Tuska: - Słabe wyniki
prywatyzacji to największe zaniechanie tego rządu.
Nie zostawia suchej nitki na politycznych demagogach: - Rzucają nośne hasła, że to się sprzeda za tanio, tamto to nasze srebra rodowe albo coś jest "strategiczne". Co to w ogóle znaczy? Dlaczego miedź czy węgiel mają być "strategiczne"? Dlaczego skarb państwa ma mieć większość w Orlenie, Lotosie czy KGHM? To nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia! To są etatystyczne przesądy rodem z Ameryki Łacińskiej. Albo też tu chodzi o polityczne interesy - o poparcie związków zawodowych, o możliwość obsadzania stanowisk swoimi kolegami i stronnikami.
Co robić, jeśli związkowcy protestują? - W Polsce panuje mit, że wszystko wymaga zbiorowych porozumień. Jeśli pakt da się zawrzeć szybko i na warunkach dobrych dla rozwoju kraju, to nie mam nic przeciwko. Ale z niektórymi ludźmi czy grupami interesów nie da się porozumieć - przekonuje Balcerowicz.
Państwo nie może mieć monopolu na współczucie Apeluje do Polaków, by patrzyli na ręce politykom: - Dobra demokracja to taka, w której ludzie nie dają się otumaniać demagogom, bo wiedzą, co kryje się za obietnicami. Zwiększamy zasiłki? A o ile wzrośnie dług państwa albo podatki?
Państwo to dla Balcerowicza dobre prawo, sprawna
policja i sądy, ale nie system socjalny, który zwiększa wydatki budżetowe na zasiłki, a w konsekwencji wymusi podwyższenie podatków: - Państwo nie może mieć monopolu na współczucie. Ci, którzy do tego dążą pod hasłami państwa socjalnego czy opiekuńczego, chcą zdjąć z ludzi obowiązek moralny, by samemu pomagać innym. A gdzie jest rodzina, bliscy, społeczeństwo obywatelskie? Ekspansja państwa socjalnego wypiera prawdziwą solidarność.
A co z likwidacją nierówności społecznych? - Trzeba dążyć do tego, by ludzie o podobnych cechach charakteru i umysłu mieli podobne szanse na realizację planów życiowych. Bo przecież nie chodzi o to, by człowiek źle wykształcony i leniwy miał takie same zarobki jak wykształcony i pracowity.
Balcerowicz nie wierzy w sens kosztownych programów, które próbują zniwelować głębokie różnice między Polską A i B: - Nie ma sensu dążyć do tego, by na siłę w każdym miejscu w kraju tworzyć miejsca pracy, bo nie wszędzie dadzą się one produktywnie stworzyć i utrzymać. Lepiej umożliwiać ludziom przeprowadzkę tam, gdzie jest praca.
Ponadto pytamy Balcerowicza:
Czy terapia szokowa w 1989 r. była jedyną możliwą?
Czego się najbardziej bał, gdy zaczynał reformę Polski?
Jaki największy błąd popełnił on i rząd Mazowieckiego?
Czy nie można było reformować kraju nieco wolniej, by ograniczyć wzrost
bezrobocia i ochronić najbiedniejszych?
Cały pasjonujący wywiad z Leszkiem Balcerowiczem w czwartkowej "Gazecie Wyborczej".